RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2014

Rzeki Londynu

29 kwi

 

Zacznę od wizualnej strony książki. Okładka jest całkowicie zwyczajna, niczym szczególnym się nie wyróżnia. W środku również nie ma fajerwerków – za co bardzo dziękuję! – ot, zwykła powieść fantastyczna. Ale jeden, bardzo mały szczegół mnie uwiódł: połączenie litery „t” z innymi literkami. To naprawdę drobiazg, który sprawił, że podczas czytania ciągle w głowie miałam świadomość, że litera „t” jest najładniejszą z całego alfabetu. Po raz kolejny sprawdziła się metoda, że im mniej tym lepiej.

Co do treści. Kolejna opowieść o zwykłym człowieku, który za sprawą przypadku staje się uczniem czarodzieja. Podczas terminowania i uczenia się spotykają go przeróżne historie za sprawą, których musi walczyć ze złymi mocami… Brzmi coś znajomo, prawda? Jednak nie. Ben Aaronovitch przedstawia historię ciemnoskórego policjanta, który rzeczywiście w dość dziwnych i niespodziewanych okolicznościach staje się uczniem czarodzieja. Jednak nie jest to opowieść bazująca na historii „Harry’ego Potter’a”. Autor przedstawia nam zwykłego mieszkańca Londynu, który bardzo łatwo rozprasza się najdrobniejszymi rzeczami. Podczas nauki kolejnych forma musi jednocześnie poradzić sobie z duchem rebelii i rozruchów zabijającym cywilów, konfliktem pomiędzy bogiem i boginią Tamizy i chęcią zaciągnięcia swojej koleżanki z pracy do łóżka…

Książkę szybko się czyta, jest wciągająca i dość nieprzewidywalna. Autor stworzył wspaniałego bohatera, który jest lekko roztrzepany, łatwo się rozprasza i do tego jest przezabawny. Muszę przyznać, że w „Rzekach Londynu” uwiódł mnie humor i wcześniej wspomniane połączenie literki „t” z innymi literami. Polecam książkę gorąco!

Egzemplarz otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MAG.

M.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Oszustki

24 kwi

 

Boże drogi, to przecież powieść, nic więcej. To powieść, w której autor opowiada swoją własną prawdę, tę, do której on lub ona ma nie tylko prawo własności, ale także copyright. Tam wyrzuca się bezbronnych ludzi z tego, co może nie było jakimś Edenem, ale w każdym razie życiem. Potępieni i ubrani w swoje szlafroki albo niezbyt czyste kalesony są wypędzanie batogami słów ze swego życia w fikcję, a autor stoi jak anioł z płonącym mieczem i pilnuje, żeby nigdy nie mogli wrócić. Tam będą w teraźniejszości, która wiecznością, zabawiać się na przyjęciach i rozmawiać przed zebraniem albo po stosunku. Albo przy ladzie delikatesowej w sklepie ICA Esplanad.

 

„Oszustki” to powieść napisana naprawdę dobrze. W trakcie lektury byłam ciekawa co się dalej wydarzy, co się stanie nowego w życiu Lillemor Troj. Czy jej tajemnica zostanie ujawniona?

Sam pomysł o tym, by napisać książkę o pisarkach piszących książki jest bardzo trafiony. Autorka stworzyła postaci, które trudno polubić i trudno znienawidzić – przynajmniej w moim przypadku. Lillemor jest ładną, zgrabną i dość naiwną dziewczyną a później kobietą, która sporo wysiłku i myślenia wkłada w podwyższanie swojego statusu społecznego. Natomiast Babba jest całkowitym jej przeciwieństwem: nie lubi pokazywać się publicznie, nie interesuje ją jej wygląd, to czy przytyje czy też nie. Jej miłością są książki i nieżyjący już autorzy, potrafi oddać się im cała. Dlatego wydaje się dziwne, że te dwie całkowicie różnie osoby połączyły się i napisały wspólnymi siłami kilkanaście książek, które odniosły sukces.

Kerstin Ekman potrafi naprawdę dobrze pisać. Trzyma w niepewności czytelnika tyle ile trzeba, nie przedłuża i nie dodaje zbędnych opisów. Jej język nie jest zawiły dzięki czemu miło się czyta to co napisała.

Polecam książkę z czystym sumieniem. Warto ją przeczytać. Jest inteligentna, z ostrymi uwagami, autorka nie owija w bawełnę.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarna Owca.

M.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 
 

  • RSS