RSS
 

Archiwum - Marzec, 2014

5 języków miłości

28 mar

Na samym początku lektury myślałam, że „5 języków miłości” skierowane jest tylko do małżeństw czy osób żyjących w związkach. Myliłam się. Książkę opłaca się przeczytać również singlom. Dzięki niej można zrozumieć gdzie w przeszłości popełniało się błędy po to, by w przyszłości je zminimalizować lub całkowicie wyeliminować.

Tytułowe języki wcale nie są trudne do nauczenia się. Muszę przyznać, że zdziwiło mnie to, jakie one są (przepraszam za wyrażenie) prymitywne. Okazuje się, że po to, by „zapełnić zbiornik miłości” drugiej osoby trzeba nauczyć się jej języka, którym może być: dobry czas, przyjmowanie podarunków, drobne przysługi, dotyk czy wyrażenia afirmatywne. Autor wyjaśnia, że każdy z tych języków ma też swoje dialekty, dlatego nie zawsze łatwo jest uszczęśliwić swoją połówkę…

Jest to mój pierwszy tego typu poradnik i musze przyznać, że się nie zawiodłam. Gary Chapman jest psychologiem i terapeutą małżeńskim, w swoich książkach dzieli się zdobyta wiedzą, przywołuje przykłady… Być może właśnie to sprawiło, że „5 języków miłości” zostało okrzyknięte najlepszym i najpopularniejszym poradnikiem dla małżeństw.

Jeżeli chodzi o budowę książki to okładka przypomina bardziej okładkę do romansidła niż do poradnika (przynajmniej moje wydanie). Za to rozdzielenie kolejnych rozdziałów jest bardzo sympatyczne, a na końcu każdego z nich wstawienie króciutkiego testu („Twoja kolej”) zmusza czytelnika nie tylko do biernego czytania, ale też do uruchomienia większej ilości szarych komórek mózgowych potrzebnych do udzielenia odpowiedzi. Co bardzo mi się spodobało (pytania stworzone są dla małżeństw, więc singiel będzie miał trudności z udzieleniem odpowiedzi). Dodatkowo wyróżnienie najważniejszych kwestii w każdym z rozdziałów czy podrozdziałów pozwala na szybkie przypomnienie sobie czy też uprzytomnienie tego co najważniejsze.

Polecam książkę z czystym sumieniem. Nie tylko małżeństwom!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ESPRIT.

 

M.

 

 

 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

1Q84

22 mar

Muszę po raz kolejny Was wszystkich przeprosić za tak długą nieobecność. Oczywiście wiem, że obiecałam że już nigdy więcej nie zrobię takiej przerwy, ale niestety czynniki zewnętrzne były dużo silniejsze niż myślałam…

 

Dzisiaj przedstawię Wam recenzję starej już książki napisanej przez H. Marukamiego „1Q84”.

Książka jest dość specyficzna… Nie wiem jak ją ocenić, pewnie żebym miała dokładny obraz powinnam była przeczytać całą trylogię, jednak po lekturze „1Q84” nie czułam się zachęcona do przeczytania kolejnych części. Bohaterowie mają swój bardzo specyficzny sposób bycia i mówienia, który nie zawsze mi pasował. Chociaż musze przyznać, że postać Fukaeri oczarowała mnie. To w jaki prosty i jednocześnie tajemniczy sposób wypowiada się, jak się zachowuje i w jaki sposób opowiada o Little People sprawiło, że w mojej głowie widziałam dziewczynę silną z rezerwą do ludzi i świata potrafiącą zadbać o siebie samą i jednocześnie myślącą o najbliższych. Ale w całej powieści tylko ona zyskała moją całkowitą sympatię. Tengo był dla mnie zbyt… nudny, a Aomame troszeczkę dziwna z tą swoją prawdziwą miłością.

Co do składu książki to mam zastrzeżenia. Sporo literówek, które aż rażą (musiałam się powstrzymywać żeby nic nie poprawiać w książce, bo korzystałam z egzemplarza bibliotecznego). Nie wliczam tutaj dialogów z Fukaeri, gdyż tutaj od razu widać zamysł autora. Z błędów, czy z niedociągnięć znalazłam tylko to…

I teraz najważniejsze: czy polecam czy też nie? Mnie osobiście książka nie zachwyciła, ale nie jest zła sama w sobie. Przecież bardzo często się zdarza, że komuś coś nie podpasuje, chociaż podoba się to sporej rzeczy ludzi. Dlatego nie wyrażę jasnej opinii.

M.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 
 

  • RSS