RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2013

Dziś wieczorem nie schodzimy na psy. Afrykańskie dzieciństwo.

26 kwi

„Dziś wieczorem nie schodzimy na psy” to książka fenomenalna. Zakochałam się w niej już od pierwszych stron. A praktycznie powinnam napisać, że zauroczyłam się w niej gdy tylko ją dostałam. Wydawnictwo zadbało o szczegóły, które sprawiają czytelnikowi ogromną radość. Papier dobrej jakości, odpowiednia wielkość liter i interlinii, zdjęcia wplecione w tekst… Takie pozornie drobne rzeczy dodają nieocenionego komfortu w czytaniu.

Wszystkie opisy zapachów, jedzenia, atmosfery, gorącego powietrza… wszystko to sprawiało, że czułam się tak jakbym tam była. Bobo, a właściwie Alexandra Fuller przedstawiła nam historię swojego dzieciństwa. Młodych lat spędzonych w Afryce, w miejscu gdzie toczona była wojna. To jak mała dziewczynka opanowała strzelanie z broni palnej, jak do czternastego roku życia nie jadła z muntu, czy jak reagowała na wszechobecną biedę i ból…

W książce dokładnie widać różnicę pomiędzy ludźmi przyjeżdżającymi do Afryki z miłości do ziemi, a tymi, którzy przybywają by pomóc. Ci pierwsi owszem widzą nieszczęścia i choroby dotykające tubylców i czasami starają się im pomóc, poprzez otwieranie przydomowych klinik, ale głównie zajmują się rolnictwem. Natomiast ci drudzy zajmują się tylko pomocą humanitarną, która nie zawsze jest wystarczająca.

Jak już wcześniej wspomniałam, książka jest dobra, a nawet bardzo dobra. Autobiograficzne powieści napisane z lekkim humorem zawsze znajdą wysokie miejsce w moim rankingu.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

 

 

 

 

Polecam!

M.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Ścięte głowy

21 kwi

Już sama okładka zachęca do sięgnięcia po książkę „Dalziel & Pascole. Ścięte głowy”. Czerwone róże przyciągają wzrok. Wnętrze publikacji może nie zachwyca oryginalnością, ale trzeba pamiętać, że jest ona przeznaczona do czytania a nie oglądania. Interesującym rozwiązaniem może być nazewnictwo rozdziałów. Otóż każdy nowy wątek rozpoczyna się od nazwy róży, która ma większy lub mniejszy związek z danym rozdziałem. Co do zawartości tekstu…

Autor uraczył nas bardzo wciągającą historią przypadkowych zgonów, których pozornie nic nie łączy. Cała książka dopracowana jest w każdym calu. A bohaterowie tak różni, że każdy znajdzie sobie swojego ulubionego. Ja osobiście miałam mały problem, bo nie wiedziałam czy bardziej lubię Ellie Pascoe, czy Patricka Aldermanna. Najdziwniejsze w tym jest to, że są to dwie całkowicie różne postaci.

Sama fabuła nie jest banalna za co należą się gromkie brawa dla Reginalda Hilla, ponieważ trudno napisać dobry, niepowtarzalny kryminał. A tutaj mamy morderstwa, które nie są na pierwszym planie, problemy osobiste niektórych policjantów, mężczyznę mającego obsesję na punkcie róż. Książka została napisana w taki sposób, że wszystkich faktów dowiadujemy się z punktu widzenia toczącego się śledztwa, czyli od świadków lub głównych inspektorów.

I coś co podoba mi się najbardziej: dosłownie do ostatniej strony nie wiadomo w stu procentach kto jest winien tych wszystkich morderstw. Owszem, czytelnik jak i policjanci mają pewne przypuszczenia, ale tylko Ci pierwsi dowiadują się kim jest morderca i co nim kierowało w trakcie popełnianych czynów.

 Życie Patricka Aldermanna jest usłane różami, od chwili gdy jego cioteczna babka Florence zmarła wśród kwiatów, a on odziedziczył po niej Rosemont House wraz z cudownymi ogrodami. Kiedy jego przełożony, Dick „Dandys” Elgood, sugeruje Peterowi Pascoe, że Aldermann jest mordercą (po czym odwołuje swoje oskarżenie), przed komisarzem staje najeżony kolcami problem – zwłaszcza że tymczasem kadet Singh, pierwszy azjatycki policjant w Yorkshire, dogrzebuje się nadzwyczaj ciekawych informacji na temat Daphne Aldermann, eleganckiej żony Patricka. Podinspektor Dalziel usiłuje się cofnąć w czasie do epoki Imperium Brytyjskiego, narzucając Singhowi rolę swojego orientalnego służącego.

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:

Polecam!

M.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Skrzydła nad Delf

14 kwi

Kocham Irlandię, dlatego bardzo ucieszyłam się z tego, że będę miała okazję przeczytać „Skrzydła nad Delf” autorstwa Aubreya Flegga. Książka opowiada o Louise Eeden, która musi podjąć jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Czy poślubi Reyniera DeVriesa?

Historia została bardzo ładnie i przyjemnie opisana. Strasznie mi się podobało, to że miasto nie zostało wymyślone i że istnieje, tak samo jak cała topografia regionu opisana w książce i niektóre postaci.

 

 

 

„Holenderskie miasteczko Delft, połowa XVII wieku. Louise Eeden jest córką uznanego projektanta porcelany i doskonale wie, czego oczekuje się od niej ze względu na interesy rodzinne. Kiedy więc ojciec zleca słynnemu artyście, Jacobowi Haitinkowi, wykonanie jej portretu, przystaje na to, choć niechętnie, podobnie jak godzi się z myślą, że dla dobra prowadzonej przez ojca firmy ma wkrótce poślubić Reyniera de Vriesa, syna największego producenta ceramiki w Delft.

Sytuacja komplikuje się jednak, gdy w pracowni malarskiej dziewczyna poznaje Pietera, młodego pomocnika mistrza. Dzieli ich religia, majątek, pochodzenie – czy połączy miłość?

Książka Aubreya Flegga wprowadza w niezwykły świat XVII-wiecznej Holandii. Portretuje złoty wiek malarstwa, epokę narodzin wielkich mistrzów i rozkwitu gospodarczego, a jednocześnie niepokojów religijnych – znaną również z książki <Dziewczyna z perłą>”

<tekst promocyjny z okładki książki>

Oprócz głównego wątku jakim są perypetie Louise, autor przedstawia nam historię Holandii oraz ówczesne problemy katolików. Książkę polecam, bo naprawdę warto ją przeczytać. Jestem pewna, że teraz będę na książkowym kacu. Muszę na trochę (znając mnie będzie to dzień) odłożyć inne lektury, żeby przeżyć jeszcze raz rok w XVII-wiecznej Holandii.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości:

 

 

 

 

Polecam!!

M.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Pamiętnik Stefano: Początek

10 kwi

Po raz kolejny dziękuję za taką instytucję jak składy taniej książki. Można tam znaleźć mało znane, zapomniane lub popularne, ale tańsze książki (przepraszam za powtórzenie). Właśnie nie więcej niż tydzień temu nabyłam tam pierwszą część z Pamiętników Stefano: „Początek”.

 

 

Książkę miałam zamiar przeczytać już jakiś czas temu, ale nigdy nie miałam okazji jej kupić. Zawsze było coś innego na co mogłabym wydać pieniądze ; ) Żeby nie przedłużać. Ta część dotyczy końców starego i, jak mówi nam podtytuł, początkach nowego życia Stefano jak i Damona. Osobiście w lekturze nie znalazłam niczego nowego. Aczkolwiek uważam, że każdy kto uważa się za fana „The Vampire Diaries” czy to serialu czy lektury, powinien sięgnąć po tą książkę.

„Pamiętnik Stefano przenosi akcję o sto lat wcześniej i odkrywa początek historii miłosnego trójkąta dwóch braci wampirów i pięknej dziewczyny, której obaj pragną.

Jest rok 1864. Echa wojny Północy z Południem docierają do plantacji w Wirginii, rodzinnego domu Stefano i Damona Salvatore. Braci, którzy byli nierozłączni, dopóki w Mystic Falls nie pojawiła się Katherine – olśniewająca i tajemnic za.

To przez jej uwodzicielski uśmiech najlepsi przyjaciele stali się rywalami w wyścigu o jej względy. I odkryli, że jej przepyszne suknie i połyskujące diamenty skrywają straszliwy sekret. I że jej jeden pocałunek zmieni ich życie – na wieczność…”

(źródło: lubimyczytac.pl/ksiazka/104485/pamietniki-wampirow-pamietnik-stefano-tom-i-poczatek)

Wiem, że recenzja nie należy do najlepszych, za co bardzo, bardzo was przepraszam. Książka jest krótka i trudno napisać coś żeby nie walnąć spoilerem. Mogę jedynie powtórzyć, że co prawda nie ma tam za dużo nowych informacji (poznajemy więcej szczegółów dotyczących życia Katheriny w Veritas) ale wydaje mi się, że ta część miała być takim wprowadzeniem do dalszych „etapów z życia Stefano”.

Polecam.

M.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Bezsenność w Tokio

01 kwi

Bardzo rzadko zdarza mi się przeczytać książkę napisaną przez Polaka. Ale tym razem nie żałuję, że sięgnęłam po „Bezsenność w Tokio”. Marcin Bruczkowski stworzył coś na kształt reportażu połączonego z książką obyczajową. Na ponad 300 stronach opisał życie w Japonii. Pokazał przez jakie trudności musi przejść praktycznie każdy gajdzin…

 

 

W normalnych okolicznościach nie sięgnęłabym po tą książkę. Dlatego po raz kolejny muszę podziękować Martowej ; ) „Bezsenność w Tokio” zauroczy każdego – przynajmniej moim zdaniem. Styl autora, jego bezpośredniość i życzliwość względem wszystkich (nawet czytelników, ponieważ w trakcie czytania odczuwa się łączącą autora i czytelnika więź) nie są w stanie  odstraszyć nawet najbardziej wymagającego Mola Książkowego. Książkę szczególnie polecam tym, którzy fascynują się Krajem Kwitnącej Wiśni oraz tym śmiałkom, którzy pragną odwiedzić Japonię.

Po przeczytaniu tej książki z jednej strony miałam ogromną chęć pojechać do Japonii i przeżyć te wszystkie przygody na własnej skórze (łącznie z aresztowaniem), ale jednocześnie gdy pomyślałam sobie o dość… specyficznym traktowaniu obcych, którzy nie są turystami… No cóż, uczucia mam dość mieszane, ale jednego jestem pewna – Japończycy, chociaż nie ustępują miejsca w pociągach udając, ze Cię nie widzą, są bardzo sympatycznym i ciekawym narodem.

 

 

- Sean!
- No…?

- Opowiedz mi, gdzie w Tokio o trzeciej rano można kupić piwo w nielegalnym automacie. I jak napić się w pubie, kiedy nie ma się ani grosza przy duszy. Wiesz, na trick ze spirytusem.

- Przecież ty to wiesz, aż nadto dobrze zresztą.

- Tak, ale moi czytelnicy nie wiedzą.

- Jacy czyte… książkę piszesz??? Pogięło cię. Zwariowany Polak…

- Zamknij się, nie mniej zwariowany Irlandczyku. I lepiej mi pomóż, bo muszę zmieścić dziesięć lat naszych przygód w Japonii w jednej powieści, w której ty…

- Dlaczego ja?

- Nie przerywaj. No więc ty masz napisać, jak się podrywa japonki, i o majteczkach. Różowych w białe płatki wiśni. I o cerowaniu dziewic…

- Nawet nie śmiej, małpo wredna! Jeszcze Mayumi przeczyta i będę miał prze-chla-pa-ne! Jak wspomnisz o podrywaniu, to ja napisze o nocy na zardzewiałym rowerze w Ikebukuro.

- I oku tuńczyka?

- I jak cię aresztowali!

- I o Przyjacielu Kalorii, koniecznie!

- I o żubrówce!

- I o…

 

Jeżeli ktoś chciałby się dowiedzieć czegoś więcej o autorze zapraszam na jego stronę:


http://www.marcin.bruczkowski.com/

M.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 
 

  • RSS