RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2012

Upiór Południa

29 lip

Upiór Południa: Czerń, Pamięć Umarłych, Burzowe Kocię, Czas Mgieł / M. L. Kossakowska; il. D. Broniek.

Lublin: Fabryka Słów 2009.

 

Cykl Upiór Południa składa się z czterech minipowieści, których wspólnym i przewodnim motywem jest upał.

 

Pani Kossakowska to najlepszy przykład na to, że kobiety potrafią pisać fantastykę. Gdyby nie ona, ten gatunek literacki byłby dużo uboższy. Jestem zachwycona, oczarowana, zakochana, wzruszona, wdzięczna. Tak, przede wszystkim wdzięczna.

Ostatnio cierpiałam na suchoty czytelnicze. Cokolwiek brałam do ręki – kryminał, fantastyka, poradnik, nawet romans – wszystko to po paru stronach odkładałam. Czytało mi się źle, literki szorstko pojawiały się w oczach i z trudem docierały do mózgu. Wszystko mi się wydawało płytkie, mało przejmujące, czasami po prostu głupie. A pani Kossakowska daje nadzieje i nie zawodzi.

Cztery minipowieści, od których nie sposób się oderwać, i epilog, który zaskakuje, bawi specyficznym humorem i nadaje sens opowiadaniom. Każda powieść to drobiazgowo i przemyślnie skonstruowane światy, pełne brutalności i specyficznej magii. Bohaterowie na pierwszy rzut oka wydają się normalnymi ludźmi, którzy nie wyróżniają się niczym specjalnym. Upał, który jest elementem łączącym, jest odczuwalny nawet dla czytelnika. Na tym polega geniusz pani Kossakowskiej. Słowa dobrane w perfekcyjny sposób i oddziałują na wyobraźnie z niewiarygodną siłą. No po prostu jestem zachwycona. Już od pierwszych stron czuje się moc, siłę i magię. Czytelnik wkracza w świat wyobraźni i tylko nie mogące czekać potrzeby są w stanie oderwać od lektury.

Całości dopełniają rysunki pana Brońka, którego jestem wierną fanką. Do tego każda książka zawiera zakładkę w formie karty do gry. Król, dama, walet i dziesiątka. Zaprojektowane przez pana Brońka.

Gorrrrrąco polecam!

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Coś niebieskiego

29 lip

Coś niebieskiego / Emily Giffin; tł. Anna Gralak.

Kraków: Wydawnictwo Otwarte, 2009. – 378, [6]s.

Tyt. oryg. Something Blue.

 

Tydzień przed ślubem narzeczony rzuca Darcy, bo… zakochał się w jej najlepszej przyjaciółce. Dziewczyna wpada we wściekłość, choć sama spodziewa się dziecka z innym. Postanawia wyjechać za granicę i zacząć wszystko od nowa.

Opowieść o wewnętrznej przemianie, dojrzewaniu do macierzyństwa i miłości.

(tekst promocyjny z okładki książki)

Przyznam się, że cieszę się z tego, że Emily Griffin porzuciła karierę prawniczą na rzecz pisania. „Coś niebieskiego” to wspaniała opowieść o przyjaźni i przemianie pustej i egoistycznej dwudziestokilkulatki we wspaniałą kobietę. Wydawać by się mogło, że książka opiera się na dość oklepanej fabule, ale autorka i tak nas zadziwia. Czasem małymi niespodziankami, a niekiedy „wielką bombą”. Nie chcę za dużo wyjawić, dlatego skończę ze słowami polecającymi książkę.

Polecam.

M.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Schizma

27 lip

Schizma / Jesús Bastante Liebana: przeł. Karolina Stangel.

Kraków: Esprit, 2010. – 310, [4]s.

Tyt. oryg. Cisma.

Jest rok 1521. Trwa kryzys w Kościele katolickim. Rzym trawi symonia, spiski, zaangażowanie w świecką politykę, wiernych oburza sprzedaż odpustów, przeznaczonych na budowę najwspanialszego kościoła świata chrześcijańskiego – Bazyliki św. Piotra.

Pojawia się jednak reformator, obdarzony bystrym umysłem mnich-augustianin. Szansy na zmianę upatruje w powrocie do korzeni, do Pisma Świętego. Odnowy Kościoła pragnie również najpotężniejszy monarcha Zachodu, cesarz Karol V. Okazję ku temu daje wybór na Stolicę Piotrową niezwykle prawego kapłana, papieża Hadriana VI.

Oto opowieść o trzech wybitnych indywidualnościach, zaangażowanych w największą polityczno-religijną grę połowy II tysiąclecia. To historia cesarza, papieża i zwykłego mnicha, w którego sercu rodzi się pragnienie odnowy Kościoła.

Czy mnich reformator zostanie nowym świętym Franciszkiem? Czy zasiądzie może w Kolegium Rzymskim jako kardynał? Czy papież przeprowadzi reformę? Czy wesprze ją cesarz?

Schizma to powieść o wypadkach, które doprowadziły do największego rozłamu w dziejach Kościoła zachodniego, przedstawiona w zupełnie nowy sposób. Opowieść o tym, jak o losach chrześcijaństwa zadecydowały nie publiczne dysputy i teologiczne argumenty, ale ludzkie namiętności, żądza władzy i pragnienie zemsty. A wreszcie spisek, trucizna i sztylet skrytobójcy. To historia spisków snutych przez kardynałów i brutalności świeckich książąt. Opowieść o okrucieństwie i zdradzie. Historia wypadków, które doprowadziły do schizmy.

(tekst promocyjny z okładki książki)

Żałuję, że nie miałam możliwości przeczytać „Schizmy” wtedy, gdy chodziłam do liceum. Autor wspaniale pokazuje historię i to w inny, ciekawy sposób. Jesús Bastante Liebana daje nam szansę poznania głównych postaci, możemy lepiej zrozumieć jakie czynniki kierowały Lutrem, gdy tworzył swoje słynne dziewięćdziesiąt pięć tez oraz na czym opierali swoje decyzje kardynałowie, gdy wybierali następcę Leona X. Książka jest pouczająca i polecam ją wszystkim tym, którzy interesują się historią oraz tym, którzy zaczynają przerabiać w szkole schizmę.

Polecam.

M.

 

Książkę mogłam przeczytać dzięki wydawnictwu:

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Więzień Nieba

24 lip

Więzień Nieba / C. R. Zafón; przeł.: K. Okrasko, C. M. Casas.

Warszawa: MUZA SA, 2012.

Tyt. oryg. El prisionero del cielo.

 

Rok 1957. Interesy rodzinnej księgarni Sempere i Synowie idą tak marnie jak nigdy dotąd. Daniel Sempere, bohater Cienia wiatru, wiedzie stateczny żywot jako mąż pięknej Bei i ojciec małego Juliana. Następny w kolejce do porzucenia stanu kawalerskiego jest przyjaciel Daniela, Fermín Romero de Torres, osobnik tyleż barwny, co zagadkowy: jego dawne losy wciąż pozostają owiane mgłą tajemnicy. Ni stąd, ni zowąd przeszłość Fermina puka do drzwi księgarni pod postacią pewnego odrażającego starucha. Daniel od dawna podejrzewał, że skoro przyjaciel nie chce mu opowiedzieć swej historii, to musi mieć ważny powód. Ale gdy Fermín wreszcie zdecyduje się wyjawić mroczne fakty, Daniel dowie się rzeczy, o których Barcelona wolałaby zapomnieć.

Jednak niepogrzebane upiory przeszłości nie dadzą się tak łatwo wymazać z pamięci. Daniel coraz lepiej rozumie, że będzie musiał się z nimi zmierzyć. I choć zakończenie powieści wydaje się ze wszech miar pomyślne, to Ruiz Zafón mówi nam wprost, że prawdziwa Historia jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła.

 

Kolejna mistrzowska książka pana Zafóna. Znakomicie opowiedziana historia, pełna opisów Barcelony i jej historii. Fabuła przypomina trochę kryminał zmieszany z dokumentem. Chwilami odnosiłam wrażenie, że historia jest prawdziwa, że to wszystko działo się na prawdę i mam przed sobą czyiś pamiętnik. Brakowało elementów fantastycznych tak jak w poprzednich książkach ale wcale nie umniejszało to nadzwyczajności. Bohaterowie są tacy przyziemni, przejmują się zwykłymi, ludzkimi sprawami i to nadaje powieści charakteru codzienności. Autor daje czytelnikowi również możliwość połączenia pewnych faktów, rozwiązania tajemnicy, zanim akcja do tego dotrze. Daje to poczucie satysfakcji. Bardzo dobrze napisana powieść.

Jedyny minus, może nawet nie minus a drobna uwaga. Więzień Nieba wiąże się z Cieniem Wiatru i Grą Anioła, dwoma powieściami wydanymi wcześniej przez to wydawnictwo. Na początku książki jest uwaga, że można czytać je wszystkie w dowolnej kolejności, jednak ja uważam, że lepiej najpierw przeczytać Więźnia Nieba. Łączy on bowiem tamte dwie opowieści, które wydają się dopełnieniem całej historii.

Serdecznie polecam,

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Pretty Little Liars: Kłamczuchy

18 lip

Pretty Little Liars: Kłamczuchy / Sara Shepard; przeł. Mateusz Borowski.

Kraków: Wydawnictwo Otwarte, 2011. – 280, [8] s.

Tyt. oryg. Pretty Little Liars.

 

Alison, szkolna gwiazda, znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Rok później jej przyjaciółki: Emily, Aria, Spencer i Hanna, zaczynają otrzymywać niepokojące SMS-y. Ktoś zna sekrety, które chciały pogrzebać wraz z pamięcią o Ali.

Jak wiele dziewczyny są w stanie poświęcić, by prawda nie wyszła na jaw?

(tekst promocyjny z okładki książki)

 

Na podstawie książek napisanych przez Shepard powstał jeden z najpopularniejszych seriali. Przyznam się, że aż do ubiegłego weekendu nie przypuszczałam, że istnieją książki o Alison i jej przyjaciółkach. Dlatego, gdy zobaczyłam pierwszą część z serii na półce sklepowej, musiałam ją kupić i przeczytać.

Spodziewałam się praktycznie identycznego rozwoju wypadków jak w serialu, jednak już w trakcie drugiego rozdziału zrozumiałam, że tak nie będzie. Oczywiście sporo faktów się łączy, jednak wiele innych i dość istotnych spraw całkowicie różni się od tego co zostało nakręcone. Musze przyznać, że to bardzo dobrze. Dzięki temu mogłam poznawać znajome mi już fakty troszeczkę inaczej.

Jednak nie chcę tutaj zdradzać jakichkolwiek szczegółów, żeby nie popsuć wam zabawy! Ale jedną rzeczą muszę się podzielić. Czy i wam podczas oglądania serialu lub czytania książki nie nasunęła się pewna myśl o podobieństwie A. do Gossip Girl?

Ni mniej ni więcej polecam książkę.

M.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Czarny brylant

15 lip

Czarny brylant / Candace Camp; przeł. Krzysztof Puławski.

Warszawa: Harlequin Mira, 2012. – 412, [4]s.

Tyt. oryg. Beyond Compare.

 

Piękna Kyria Moreland pewnego dnia otrzymuje rzeźbioną szkatułkę z czarnym brylantem. Kto i dlaczego przysłał jej ten nieoczekiwany podarunek? Dlaczego został zabity posłaniec? Jaki mroczny sekret kryje szkatułka? Kyria chce znaleźć odpowiedzi na te pytania. Pomoc oferuje jej Rafe McIntyre, przyjaciel rodziny, przystojny i energiczny Amerykanin. Ani Kyria, ani Rafe nie wiedzą, jak wielkie niebezpieczeństwo na siebie ściągają, próbując rozwikłać tajemnicę szkatułki i czarnego brylantu…

(tekst promocyjny z okładki książki)

Książka nie jest typowym romansem, prawdę mówiąc według mnie wątek miłosny jest tylko wspaniałym tłem dla tajemniczej szkatułki. Autorka doskonale przedstawiła postacie, ich charakter i wygląd zewnętrzny. Moją sympatię wzbudziła cała rodzina Morelandów, a chyba najbardziej Theo, który pojawił się pod koniec opowieści. Intryga, którą zbudowała pani Candace Camp została przedstawiona w bardzo zawiły sposób, który jednocześnie był aż nazbyt prosty do rozwiązania. Według mnie sprawa szkatułki do końca nie pozostała rozwiązana, ale może to i lepiej, bo autorka zostawiła nam, w pewnym sensie otwarte zakończenie, które wprost uwielbiam.

Oprawa graficzna jest perfekcyjna, zwłaszcza rozdzielenie poszczególnych rozdziałów. Wszystko jest czytelne i przyjemne dla oka, począwszy od projektu okładki a kończąc na ostatniej stronie książki. Błędów redakcyjnych nie znalazłam, co naprawdę mnie ucieszyło.

Spodobało mi się samo wprowadzenie do historii i spektakularny sposób w jaki Panna Kyria poznała przystojnego Rafe.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

Gorąco polecam!

M.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Tamta strona

08 lip

Tamta strona / J. M. Straczynski; przeł. A. Jóźwiak – Ostrowska.

Poznań: Repro – Centrum 1993.

Tyt. oryg. Othersyde.

 

„Przyłożył dłoń do czoła. Trochę pomogło. Przycisnął mocniej, potem jeszcze mocniej. Poczuł, że nagle coś strzeliło. Przerażony dotknął go ponownie, nacisnął lekko palcem.. Wtedy rozdarło się na dwie części z mdlącym, miękkim mlaśnięciem, a jego palec zagłębił się na cal. Kiedy wyciągnął go, spojrzał na dziurę wykrzywiając głowę w taki sposób, aby padało na nią światło. Wewnątrz było inne światło. Stłumione i czerwone, ale z pewnością tam w środku. – Nieee! – krzyknął.” (fragment książki)

 

W dużym skrócie… Dwójka nielubianych chłopców ma styczność z Tamtą Stroną i jeden z nich wchodzi z nią w bliższy kontakt. Dochodzi do serii morderstw i nikt nie wie, jak powstrzymać dalszy rozlew krwi.

Kończy się lepiej niż zaczyna. Przynajmniej do połowy nie miałam pojęcia co się dzieje i jaki związek mają poszczególne wątki, ale zakończenie jest satysfakcjonujące. Nawet trochę się bałam w nocy, zwłaszcza, że była burza i drzewa za oknem się waliły. Powieść napisana w stylu pana Kinga, czyli nieokreślone zło, które nie zostaje zwalczone, bo jest nierozerwalną częścią świata. Do tego dziecko nie jest symbolem dobra i niewinności, ale odpowiada za zło. Nastolatkowie są przepełnieni nienawiścią i brutalnością. Dorastający człowiek nie ma w sobie nic dobrego. Ale czegoś brakuje. Odnoszę wrażenie, że autorowi nawaliła wyobraźnia i nie wiedział jak wykończyć powieść.  Nie porwało mnie, więc…

Nie polecam.

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Tysiąc darów

07 lip

Tysiąc darów: o sztuce codziennego szczęścia / Ann Voskamp; tł. Edyta Stępkowska.

Kraków: Wydawnictwo Esprit, 2012. – 324, [4]s.

Tyt. oryg. One Thousand Gifts.

Przeżyć dobrze swoje życie – co to właściwie oznacza? Zastanawiając się nad tym, Ann Voskamp zachęca, by nauczyć się sztuki odkrywania Bożych darów. Autorka przekonuje, że w monotonii codziennych obowiązków, w stresie związanym z tempem uciekającego czasu, w natłoku problemów finansowych i rodzinnych można odnaleźć smak prawdziwego szczęścia. Czy to naprawdę możliwe? Czy da się odczuwać wdzięczność za życie, które wydaje się tak niedoskonałe, a momentami nawet mroczne? Zamiast dopisywać kolejne niespełnione marzenia do listy rzeczy, które trzeba zrobić przed śmiercią, otwórz oczy na dary, które otrzymujesz nieustannie, i naucz się za nie dziękować.

(tekst promocyjny z okładki książki)

 

Zacznę od samego początku. Z zewnątrz książka prezentuje się bardzo ładnie, dobrym pomysłem było umieszczenie żywej paginy, dzięki temu czytelnik wie który rozdział aktualnie czyta. Nie spodobało mi się umieszczenie przypisów na końcu książki, było to trochę kłopotliwe. Gdy chciałam sprawdzić skąd pochodzi dany cytat (a autorka zamieściła ich bardzo dużo) musiałam wędrować do rejonów stron 319 i dalej… Dlatego już po drugim przypisie zrezygnowałam z tego.

Jeżeli chodzi o tekst, to praktycznie cała książka utrzymana jest w jednym tonie – nie ukrywam czytając „Tysiąc darów” czułam się jakbym była świadkiem naprawdę długiego kazania. Być może dlatego nie przeczytałam jej do końca, za co szczerze przepraszam, ale nie dałam rady.

Autorka naprawdę stara się pokazać, nie źle – ona pokazuje jak można się cieszyć z rzeczy najmniejszych, jak tarty ser czy bańki mydlane. Dodatkowo uczy siebie samą pozytywnego podejścia do tego wszystkiego co spotkało ją złego w życiu i co więcej – dziękuje za to wszystko Bogu.

„Tysiąc darów” nie wzbudziło we mnie żadnych większych emocji, tylko lekkie znudzenie. Mimo to polecam wszystkim tym, którzy nie są w stanie cieszyć się z ich dotychczasowego życia, być może ta książka pomoże wam odczuwać radość z najmniejszych rzeczy – jak białe kamyki na podwórku.

M.

Książkę przeczytałam, dzięki uprzejmości wydawnictwa Esprit.

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 
 

  • RSS