RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2012

Czarna Dalia

30 cze

Czarna Dalia / James Ellroy; przeł. Robert Lipski.

Toruń: C&T, Cop. 1987.

Tyt. oryg. The Black Dahlia

Było ich troje. Ich dwóch: Bucky Bleichert i Lee Blanchard. I ona jedna: Kay Lake. Obaj chcieli rywalizować o jej względy. I choć ta była dziewczyna gangstera została teraz przyjaciółką Lee policjant z Los Angeles, to jego partner śledczy, Bucky, wierzył, że któregoś dnia wszystko może się odwrócić…

(tekst promocyjny ze strony lubimyczytac.pl)

 

Na samym początku książka bardzo mnie denerwowała. układy w policji, sposób odnoszenia się do podejrzanych, przebieg przesłuchań… Ale w końcu, po paru rozdziałach zaczęłam się do niej przekonywać. Dotarło do mnie, że akcja toczyła się w latach 40’ XX wieku, i że wtedy organy sprawiedliwości miały własne sposoby na uzyskiwanie obciążających zeznań. Dość łatwo było mi się przestawić na tamte czasy.

Jeżeli chodzi o fabułę to bardzo przypadła mi do gustu. Morderstwo Czarnej Dalii było zmyśle i zostało w bardzo ciekawy sposób przedstawione. Do samego końca nie wiedziałam kto był mordercą. Do tego autor w realistyczny sposób pokazał jak dana sprawa może pochłonąć policjanta, a co za tym idzie – zniszczyć jego życie.

Książka wciąga, akcja toczy się płynnie i jedyne co mi przeszkadzało to liczne błędy redakcyjne.

 

Mimo to polecam.

M.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Ja, inkwizytor

28 cze

Ja, inkwizytor; Wieże do nieba / Jacek Piekara; il. D. Broniek.

Lublin: Fabryka Słów, 2010.

 

Oto dwie minipowieści, których bohaterem i narratorem jest Mordimer Madderdin, świeżo promowany absolwent Akademii Inkwizytorium.
Dziewczyny Rzeźnika
Piękne dziewczęta giną z ręki okrutnego seryjnego zabójcy. Rozwikłania tajemnicy morderstw podejmuje się mistrz Knotte. Starego i doświadczonego inkwizytora, wspomaga serdecznie go nienawidzący Mordimer Madderdin.
Wieże do nieba
Dwaj słynni architekci rywalizują o to który z nich wybuduje najdoskonalszą katedrę na świecie. Mordimer Madderdin zostaje wezwany, by zbadać, czy jeden z nich nie stosuje czarnej magii w celu pognębienia przeciwnika. (tekst ze strony lubimyczytac.pl)

 

Odpoczęłam trochę od Fabryki Słów i myślałam, że teraz będzie dobrze. Ale niestety, z całym szacunkiem do pana Piekary i pana Brońka, ta książka nie spełniła moich oczekiwań.  Pierwsze opowiadanie może być, głównie ze względu na rysunki i krwiste morderstwa ale drugie opowiadanie ciągnęło się i zakończenie było jakieś niewydarzone. Odnoszę wrażenie, że w późniejszych powieściach pan Piekara znacząco się rozpisał i rozwinął wyobraźnię. Tutaj mamy do czynienia z miłym wstępem do serii o Inkwizytorze ale szału nie ma. Brakuje jakiejś dynamiki, akcji, zaskakującego zakończenia. Tego czegoś. Oczywiście polecam, bo opowiadania otwierają drzwi do kolejnych przygód Mordimera ale proszę się nie spodziewać fajerwerków.

Mam ochotę na coś pozytywnego.

K.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Siostra

23 cze

Siostra / Rosamund Lupton; tł. A. Wyszogrodzka – Gaik.

Warszawa: Świat Książki 2012.

Tyt. oryg. Sister.

 

Najbardziej ekscytujący thriller, jaki czytałem w tym roku. Powieść, napisana z mocą i rozmachem, jest wręcz nieprawdopodobnie dobra, obwieszcza pojawienie się nowego, na wskroś oryginalnego talentu. „Daily Mail” Moja siostra nigdy by się nie zabiła, moja siostra nigdy by się nie zabiła, moja siostra nigdy… rozpaczliwie powtarza Beatrice, odkąd poznała potworną prawdę. Rzeczywistość jest gorsza od koszmarnego snu. Zaginięcie, dni gorączkowych poszukiwań, wreszcie – ciało znalezione w śniegu. Policja, przyjaciele, nawet matka – wszyscy wierzą w hipotezę „samobójstwo”. Ale nie Beatrice. Nie bacząc na niebezpieczeństwo, na własną rękę szuka przyczyn tragedii. Prawda okazuje się bardziej bulwersująca od najgorszych podejrzeń. A ta powieść – ostra jak brzytwa, zaskakująca nawet dla tych, którzy myśleli, że o thrillerach wiedzą już wszystko. (tekst ze strony swiatksiazki.pl)

 

Książka znalazła się w moich rękach dzięki mojej mamie, która uwielbia kryminały i gorąco mnie zachęcała do przeczytania. Osobiście wolę fantastykę, jak wiecie, ale czasami dobrze jest się oderwać.

Zacznę od słabszych stron. Jak dla mnie to kryminał z tego żaden. Nie trzyma w napięciu, mordercy domyślam się stanowczo za szybko, tak samo jak powodu śmierci tytułowej siostry. Pod tym względem klapa, nikt mnie niczym nie zaskoczył. Jednak sposób opowiadania jest niesamowity. Cała historia przedstawiona jest z punktu widzenia siostry zmarłej, która spisuje wydarzenia w formie pożegnalnego listu. Jest to niezwykle wzruszające, daje odczuć jak silne potrafią być więzi między rodzeństwem. I właśnie na tle narratora spotkało mnie zaskoczenie, coś czego nie zauważyłam. I jak tak teraz myślę to może właśnie brak konkretnej akcji miał spowodować większe skupienie na narratorze, na jego przeżyciach i uczuciach. Zakończenie można nazwać otwartym, chociaż autorka daje nam nadzieję na szczęśliwy koniec bohaterki. Powieść wydaje się być przemyślana od początku do końca, całości dopełnia okładka, która jest delikatna i artystyczna, niczego nie narzuca ani nie sugeruje. Podsumowując, jestem zadowolona z lektury i polecam ją każdemu, kto marudzi na swoje rodzeństwo. Odradzam osobom, które poszukują szybkiej i efektownej akcji.

Xo Xo

K.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Wilkołaki

20 cze

Wilkołaki / Whitley Strieber; przeł. W. Nowaczyk.

Poznań: Rebis 1993.

Tyt. oryg. The Wolfen.

Na złomowisku w Brooklynie odnalezionych zostaje dwóch zamordowanych policjantów. Już same pobieżne oględziny miejsca zbrodni wskazują na to, że nie była to ludzka sprawka – funkcjonariusze prawa zostali rozszarpani przez zwierzęta. Niebawem na miejscu wypadku zjawiają się Becky Neff i jej partner, Wilson – wkrótce oboje przejmują dochodzenie nad tą sprawą.(tekst ze strony lubimyczytac.pl)

Obawiam się, że ta recenzja będzie mega krótka. Książka mnie nie porwała, ale też nie rozczarowała. Brakowało konkretnego punktu kulminacyjnego, przez co akcja była trochę „rozjechana”. Temat wilkołaków poruszony z pełną powagą, opisany naukowo można powiedzieć. Całkiem sympatycznie się czytało, taki miły horror na chłodny wieczór.

Polecam sympatykom wilkołaków.

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Dziennik Bridget Jones

19 cze

Dziennik Bridget Jones / Helen Fielding; tł. Zuzanna Naczyńska.

Poznań: Zysk i S-ka, 1998. -234, [6] s.

Tyt. oryg. Bridget Jones’s Diary.

W pogoni za rozumem: Dziennik Bridget Jones / Helen Fielding; tł. Aldona Możdżyńska.

Poznań: Zysk i S-ka, 2000. – 346, [6] s.

Tyt. oryg. Bridget Jones: The Edge of Reason.

Fenomenalna satyra na stosunki międzyludzkie we współczesnych miastach? Ironiczny i tragiczny opis upadku rodziny nuklearnej? A może bezsensowne bredzenie wstawionej trzydziestolatki?

(tekst promocyjny z okładki książki)

Kolejne książki zakupione na wyprzedaży zasobów Biblioteki Dolnośląskiej. Jestem zadowolona, nie tylko dlatego, że miałam okazję tylko i wyłącznie za sześć złotych nabyć jeden z najlepiej sprzedających się bestsellerów, ale również dlatego, że w końcu znalazłam czas, żeby go przeczytać.

Być może niektórym z was wydaje się, że „Dziennik Bridget Jones” jest tylko zwykłym pamiętnikiem prowadzonym przez lekko rozhisteryzowaną samotną kobietę, ale nie do końca tak jest. Helen Fielding stworzyła naprawdę realną postać, która na pewno gdzieś tam żyje. Uczucia, obawy, wszystkie nadzieje, które nosi w sobie Głowna bohaterka sprawiają, że nie sposób jej nie polubić. I przyznam się, że przez moment pożałowałam tego, że jestem osobą niepalącą (ale tylko przez bardzo krótki moment).

Humor i ironia, którymi posłużyła się autorka sprawiają, że książkę czyta się jeszcze przyjemniej. No i nie znalazłam, żadnych niezamierzonych błędów redaktorskich.

Polecam jak najbardziej!

M.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Ostatnie pożegnanie

15 cze

Ostatnie pożegnanie / Reed Arvin; przeł. Marcin Roszkowski.

Poznań: Red Horse, 2007. – 476, [4] s.

Tyt. oryg. The Last Goodbye.

Ostatnie pożegnanie to wciągający dreszczowiec, którego zaletą są: skomplikowana fabuła, intryga oraz bohaterowie tak rzeczywiści, iż można uwierzyć, że istnieją naprawdę. Co więcej, na kartach powieści Reed Arvin podsuwa nam materiał do przemyśleń o stosunkach rasowych, społecznych, technologii, etyce świata wielkiego biznesu oraz skomplikowanej naturze ludzkich uczuć. Nie obawiajcie się jednak, że akcja przez to zwolni i utknie w czczych rozważaniach. Wcale tak nie jest!

(tekst promocyjny z okładki książki)

Ostatnie pożegnanie jest opowieścią o biedzie, rasizmie, miłości i dążeniu do sprawiedliwości. Tło akacji zostało bardzo dobrze naszkicowane, bohaterowie są wyraziści. Każda z postaci ma za sobą długą i często ciemną historię, którą poznajemy z biegiem czasu.

Arvin Reed oddzielił Dobro od Zła grubą kreską, tak że praktycznie nie mamy wątpliwości kto gra w jakim zespole. Główny bohater mimo wszelkich nieszczęść, które go spotkały nadal wierzy w dobro utkwione w ludzkich ciałach i umysłach.

Akcja rozgrywa się dość płynnie, chociaż w pewnych momentach miałam wrażenie, że wszystko co spotkało bohaterów trwało przynajmniej dwa razy dłużej niż w rzeczywistości wymyślił to sobie autor. Cała książka utrzymana została w ciemnych, pochmurnych i smutnych barwach, dopiero pod koniec fabuły dało się wyczuć lekki dowcip.

Muszę przyznać, że liczne błędy redaktorskie nie ułatwiały czytania. Wydawało by się, że przy liczbie dwójki korektorów, przynajmniej najbardziej rażące uchybienia powinny zostać poprawione, tymczasem realia są zupełnie inne.

Książka nie zachwyciła mnie tak bardzo, że zapragnęłabym sięgnąć po nią po raz kolejny.

M.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Dopóki mamy twarze

14 cze

Dopóki mamy twarze: mit opowiedziany na nowo / C. S. Lewis; tł. A.Gorzkowski.

Kraków: Wydawnictwo Esprit 2010.

Tyt. oryg. Till We Have Faces.

Dopóki mamy twarze to niemal nieznane w Polsce arcydzieło C. S. Lewisa, autoraOpowieści z Narnii; jego ostatnia powieść, napisana dla dorosłych czytelników.
W starożytnej krainie Glome, gdzie czci się krwawą boginię Ungit, dorastają dwie królewskie córki: piękna i tak brzydka, że zakrywa twarz welonem. Gdy na królestwo spadają plagi i nieszczęścia, świątynia Ungit żąda krwawej ludzkiej ofiary, która ma odwrócić gniew bogini. Ofiara zostanie złożona tajemniczej Bestii, mieszkającej w cieniu Szarej Góry. Oczy kapłanów Ungit zwracają się na mieszkańców Pałacu… (ze strony wydawnictwa)

 

Pan Lewis do tej pory kojarzył mi się wyłącznie z Opowieściami z Narni. Błędnie przyporządkowałam go do literatury fantastycznej dla dzieci. A tu dzięki uprzejmości Wydawnictwa Esprit ujrzałam całkiem nową twarz tego wyjątkowego pisarza.

Dopóki mamy twarze to literatura dla osób dojrzałych, które zastanawiają się nad życiem. Autor porusza temat wiary, miłości, powinności i dobra na tym świecie. Wszystko to umiejscowione jest w fikcyjnym świecie, zainspirowanym mitem o Kupidynie i Psyche. Ta historia ma tutaj istotne znaczenie, ale opowiedziana jest z innego punktu widzenia. Autor skupia się na uczuciach siostry Psyche, która kochała ją ponad wszystko i czuła, że niesprawiedliwie ją potraktowano.

Bohaterowie powieści są bardzo złożeni. Brak opisów ich wyglądu, ale to dlatego, że najistotniejsze są uczucia, emocje i fizyczność niepotrzebnie odciągała by uwagę. Wiemy kto jest piękny, a kto brzydki i to wystarcza. Natomiast świat przedstawiony jest szerzej opisany i dostosowany do sytuacji, co potęguje w czytelniku wymagane odczucia. Historia jest bardzo przejrzyście napisana i zmusza do refleksji. Również tytuł ma niezwykłe znaczenie. Po skończeniu powieści ma się ochotę przejrzeć ją jeszcze raz, zastanowić się nad pewnymi aspektami, a nie odłożyć na półkę i odhaczyć na liście.

Polecam wszystkim lubiącym zastanowić się na życiem.

K.

Przeczytałam dzięki uprzejmości

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Szczypta magii

08 cze

Szczypta magii / Nora Roberts; przeł. Alina Siewior – Kuś.

Warszawa: Prószyński i S-ka, 2002. – 184, [2] s.

Tyt. oryg. A Little magic.

Szczypta magii, stare legendy I romantyczne uczucia – a wszystko to w pełnej uroku scenerii współczesnej Irlandii, z jej zielonymi polami, wzgórzami I runami tajemniczych prastarych budowli. W trzech najnowszych opowieściach Nory Roberts („Zauroczony”, „Na zawsze”, „W snach”) świat realny miesza się z fantastycznym, a dawne baśnie mają wpływ na naszą rzeczywistość. Sceptycznym i rozsądnym bohaterom tych historii trudno uwierzyć w dziwne i niewytłumaczalne wydarzenia, które nagle odmieniają im życie. Wszyscy oni przekonują się jednak, jak potężną siłą jest miłość. Prawdziwe uczucie zdoła przezwyciężyć nawet największe zło, obojętność czy też pradawną klątwę – a wtedy zakochani mogą żyć długo i szczęśliwie.

(tekst promocyjny z okładki książki)

Cały zbiór można określić trzema słowami: magia, miłość i Irlandia. Tak można przedstawić w pigułce „Szczyptę magii”, ale chcą się rozpisać trzeba do każdego opowiadania podejść indywidualnie. Zaczynajmy więc.

„Zauroczony” to opowieść o uzdolnionym fotografie, który przez całe życie oddaje się tylko pracy, o miłości nawet nie myśląc. Ale to wszystko ulega diametralnej zmianie gdy postanawia – pod wpływem impulsu – wyjechać do Irlandii. Nie chcę tutaj opisywać dokładnie tego co robił, ani co przeżywał bo tym sposobem popsułabym wam radość z odkrywania i czytania „Zauroczonego”. Wspomnę tylko tyle, że opowieść jest dynamiczna. Może akcja toczy się trochę za szybko, bo gdy dobiegamy do końca czujemy pewien niedosyt.

Ale czytając dalej i dochodząc do „Na zawsze” ten niedosyt i uczucie pewnej pustki zostaje trochę wypełnione. Bo kolejne opowiadanie jest tak napisane, że w pewien sposób uzupełnia poprzednie. Tym razem mamy przed sobą historię młodej kobiety, która przez całe swoje życie musiała robić wszystko by przypodobać się rodzinie. Uważana za czarną owcę, bo do niczego wielkiego nie potrafiła dojść w swoim prywatnym i służbowym życiu dostaje ostatnią szansę w firmie swojej przyrodniej siostry… Historia jest nieprawdopodobna i niesie dużo radości czytelnikowi. W trakcie czytania miałam ogromną chęć pojechania na zielone wyspy Irlandii, po to by popływać w chłodnym morzu, przespacerować się po zielonych wzgórzach.

No i dochodzimy do ostatniej opowieści. „W snach” jest, według mnie, po części najsmutniejszą i najbardziej wzruszającą opowieścią z tych trzech. Opowiada ona o samotnym mężczyźnie, uwięzionym przez swoją przeszłość. Mężczyzna ten nie potrafi czuć, kochać… I tylko przez jeden tydzień co pięćset lat może poczuć się prawdziwym człowiekiem. W swoich snach spotyka kobietę, której zaczyna pragnąć… Musze przyznać, że ostatnie opowiadanie najbardziej do mnie przemówiło. Być może dlatego, że jest najbardziej nieprawdopodobne, magiczne i pełne na przemian miłosnych uniesień i smutnych momentów cierpienia.

„Szczypta magii” została w bardzo ciekawy sposób zredagowana. Trzy opowiadania, a każde z nich ma tylko dziesięć rozdziałów. Dzięki temu czytelnik może spodziewać się, kiedy nadejdzie koniec opowieści. A czytając je człowiek czuje się jakby to nie on sam je czytał, lecz ktoś inny, np. babcia czy mama do snu.

Polecam

M.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Zabójca umysłów

03 cze

Zabójca umysłów / Spider Robinson; tł. A. Reszka.

Warszawa: Wydawnictwo Bellona 1995.

Tyt. oryg. Mindkiller

 

Włamywacza imieniem Joe spotkała ogromna niespodzianka – w mieszkaniu, które miał zamiar okraść, znalazł młodą kobietę z miniwtyczką w głowie. Była to niedoszła ofiara droudomanii, czyli uzależnienia się od prądu drażniącego określone sfery mózgu. Wkrótce jednak się okazało, że zmiany zachodzące w osobowości człowieka pod wpływem takiego „zabójcy umysłów” mogą przybrać przerażający charakter.(tekst z okładki)

Jedna z książek zakupionych przeze mnie na wyprzedaży Dolnośląskiej Biblioteki. Znalazłam ją obok Wojny Światów Wellsa w dziale z fantastyką. Dlatego też spodziewałam się czegoś więcej. Niestety, to nie było to czego oczekiwałam.

Owszem, książkę czyta się przyjemnie. Tajemnica, realistyczne sceny, problem uzależnienia – materiał na dobry kryminał. I tak też się to toczy. Jedynym fantastycznym motywem jest ta wtyczka zamontowana w głowie, do której podłącza się kabelki i drażni mózg. Reszta opiera się na zniknięciu siostry głównego bohatera i na tajemniczym mężczyźnie nie znającym swojej przeszłości. Nie rozumiem co w opisie książki znaczy „przerażający charakter”, bo nic takiego nie było w powieści. Bohaterowie są całkiem przyjemni, ale autor nie skupia się na ich sferze emocjonalnej. Jest kilka śmiesznych momentów, kilka dobrych akcji i… kiepskie zakończenie. Kiedy skończyłam ostatnią stronę byłam tak rozczarowana, że chciałam krzyczeć. Ależ byłam zła na autora. Gdybym go znała, rzuciłabym mu książkę w twarz i kazała poprawić tą końcową pisanine.

Książka lekka, nie trzeba się zagłębiać. Polecam na plaże, w końcu niedługo wakacje. Ale nie czytajcie zakończenia ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Płatki na wietrze

02 cze

Płatki na wietrze / Virginia C. Andrews; tł E. Podolska.

Warszawa: Świat Książki 2012.

Tyt. oryg. Petals on the Wind.

 

Po tajemniczej śmierci jednego z braci rodzeństwo Dollangangerów decyduje się na ucieczkę z ponurego poddasza w domu dziadków, gdzie matka i babka więziły je przez blisko trzy i pół roku. Cathy, Chris i mała Carrie trafiają do domu doktora Paula Sheffielda, który – osamotniony po śmierci żony i syna – roztacza opiekę nad dziećmi. Wydaje się, że ich los się wreszcie odmienił i że każde z nich znalazło właściwą drogę w życiu. Jednak koszmary przeszłości nie dają się tak łatwo zapomnieć, a wiszące nad młodymi bohaterami rodzinne przekleństwo wciąż daje o sobie znać… (opis z okładki)

 

Jak Pandorcia słusznie zauważyła, niedawno pojawiła się kontynuacja Kwiatów na poddaszu, książki którą recenzowałam ostatnio. Kolejną część odnalazłam w domowej biblioteczce za co dziękuje mojej Mamie :)

Wracając jeszcze do Pandorci… Mnie też jest tak jakoś dziwnie bez Bibliotekarzy. Pusto, nijako, niezrozumiale. Buziaki Pandorcia ;*

A teraz Płatki na wietrze. Powieść po prostu pochłonęłam w jeden dzień. Nie mogłam się oderwać. Chciałam jak najszybciej skończyć i mieć to już za sobą. Nie dla tego, że książka jest klapą czy źle napisała. Wręcz przeciwnie. Język przejrzysty, bohaterowie niezwykle złożeni, akcja trzyma w napięciu. Wszystko jest tak napisane, że czytelnik czuje się częścią opowieści, chodzi za bohaterami i ich obserwuje a do tego stara się zrozumieć, nawiązuje się między nimi więź. A historia jest tak mroczna, tak zagmatwana i straszna, że bałam się końca tej historii. Żadna krew się nie lała, nie było makabrycznych morderstw. Bardziej chodzi o znęcanie się psychiczne i jego skutki. Dzieci przez 3 lata zamknięte razem na poddaszu, tu spotykają się z innymi ludźmi i poznają świat. Czytelnik spodziewa się z każdej strony zagrożenia, intrygi, kolejnej krzywdy. Ciągłe napięcie jest nie do wytrzymania. Autorka skupia się w tej części na problemie seksu i zemsty. Właściwie cała opowieść opiera się na tych dwóch czynnikach. Nie chcę się tu wdawać szczegóły żeby czegoś nieopatrznie nie zdradzić. Nawet nie wiem czy określenie „i żyli długo i szczęśliwie” tutaj pasuje. Musicie sami przeczytać i stwierdzić.

Jedynym minusem są mężczyźni, którzy w tej powieści wychodzą na brutali, dla których najważniejszy jest seks. I z tym się nie zgadzam.

Wyrazy szacunku dla pani Andrews, za świetną powieść, umiejętność wzbudzania słowem niezwykłych uczyć i kreowania wyjątkowych miejsc.

Polecam! Koniecznie przeczytajcie!

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 
 

  • RSS