RSS
 

Archiwum - Maj, 2012

A między nami ocean…

31 maj

A między nami ocean / Susan Wiggs; przeł. Barbara Kośmider.

Warszawa: Harlequin Mira, 2012. – 460, [4] s.

Tyt. oryg. The Ocean Between Us.

 

Przystojny mąż, trójka wspaniałych dzieci, piękny dom – niejedna kobieta pozazdrościłaby Grace Bennett takiego życia. Pod pięknym obrazkiem kryje się jednak szara rzeczywistość. Małżeństwo Grace od dawna pozbawione jest pasji i zrozumienia. Jej mąż Steve, ambitny oficer marynarki, pnie się po szczeblach kariery i nie zauważa, że coraz bardziej oddala się od bliskich.

Samotna i sfrustrowana Grace czuje, że potrzebuje prawdziwej odmiany. Gdy niespodziewanie poznaje tajemnicę z przeszłości Steve’a, stwierdza, ze już zbyt wiele poświęciła dla ich związku. Odtąd chce czerpać z życia pełnymi garściami. Koniec małżeństwa Bennettów wydaje się przesądzony…

Niespodziewanie na Grace spada wiadomość o wybuchu na lotniskowcu Steve’a. Koszmarne godziny niepewności, spędzone w oczekiwaniu na jakiekolwiek wieści, uświadamiają jej, że tak naprawdę nigdy nie przestała kochać męża. Czy jednak dostaną szansę, by zacząć od nowa?

(tekst promocyjny z okładki książki)

 

„A między nami ocean…” jest drugą książką Susan Wiggs, którą miałam okazję przeczytać. Muszę przyznać, że autorka coraz bardziej się rozwija jak z „Obudzić szczęście” nie do końca byłam zadowolona, tak z tej powieści jestem bardzo. Wielowątkowość i to w jaki sposób zostały opisane i przekazane uczucia jest naprawdę godne podziwu. Czytelnik może wręcz wczuć się w rolę żony marynarza (jeżeli czytelnik jest kobietą, mężczyzną będzie trochę trudniej), jest w stanie postawić się na miejscu konkretnej bohaterki.

Wiggs ciągle opisuje diametralną zmianę psychiki kobiecej. Pokazuje jak ważne jest dla całej rodziny to, by wszyscy – łącznie z zapracowaną i kochającą matką – dobrze się czuli i byli szczęśliwy. Wydaje się, że jest to dość oklepany temat, jednak nic bardziej mylącego! W „A między nami ocean…” zostaje przedstawiony inny problem, tutaj bohaterka boryka się z odłożeniem własnych marzeń na rzecz pragnień swojego męża. Czy można pogodzić te dwie sprawy? Czy może jedna strona musi odpuścić, po to by druga była szczęśliwa? Odpowiedzi na te pytania, chociaż nie udzielone wyczerpująco, odnajdziecie w tej właśnie książce.

Co prawda znalazłam dość sporo błędów redakcyjnych (brakująca literka, niepotrzebna spacja, o jedną literkę za dużo lub wręcz pomylone literki), ale da się czytać dość spokojnie bez większych przerw na zastanawianie się typu : Co autor miał na myśli?

Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu

Polecam.

M.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Kwiaty na poddaszu

30 maj

Kwiaty na poddaszu / Virginia C. Andrews; tł. B. Wiercińska.

Warszawa: Świat Książki 2012.

Tyt. oryg. Flowers in the Attic

 

Wielki powrót kultowej powieści. Wciągająca historia o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości. Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia – w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice, mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, nie dojadają. W dodatku brat z siostrą niebezpiecznie zbliżają się do siebie… (opis ze strony weldbild.pl)

 

O jej… Nadal nie mogę pozbierać myśli.

Może zacznę od tego, że książka jest niezwykle wciągająca i jeśli ktoś ma zamiar ją przeczytać, niech najpierw pozałatwia wszystkie ważne sprawy. Czyta się szybko ale czy przyjemnie? Sama historia jest tak przerażająca, że powyginałam strony tak mocno zaciskałam dłonie. Do tego sposób w jaki autorka opisuje wydarzenia sprawia, że czytelnik wierzy w każde słowo, wczuwa się w sytuację i odnosi wrażenie, że jest zamknięty na poddaszu razem z rodzeństwem. Do tego perfidia i bezuczuciowość matki i babki wywołują tylko i wyłącznie negatywne odczucia. Nie jest to powieść dla ludzi o słabych nerwach.

Bohaterowie są przemyślani od a do z. Najstarszy syn, córka i bliźnięta. Zamknięci tworzą tradycyjny schemat rodziny i też tak zaczynają się zachowywać. Są w takim wieku, że autorka mogła opisać różne zachowania i problemy z którymi odosobnione dzieci miały problem. Do tego małe bliźnięta, które tak naprawdę nigdy nie dorosną, zmiany w ich ciałkach oraz obrzydzenie ich własnej matki. To wszystko składa się w poruszającą serce całość, sprawia, że z całej siły współczujemy i kibicujemy bohaterom.

Sam świat przedstawiony jest opisany dokładnie ale nie odciąga czytelnika od głównego problemu. Również emocje są dogłębnie opisane, przedstawione pod różnymi kątami i stosownie skomplikowane. Akcja przeprowadzona jest rozsądnie, największe brudy wypływają na koniec, szokując i oburzając. Język nie jest zawiły ale również nie jest zbyt prosty. Wszystko to składa się na wciągającą lekturę, która wzbudza niemałe emocje.

Polecam!

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Gdyby wygląd mógł zabijać

27 maj

Gdyby wygląd mógł zabijać / Kate White; Lech Z. Żołędziowski

Poznań: Zysk i S – ka, 2005. – 348 s.

Tyt. oryg. If looks could kill.

Bailey Weggins, trzydziestokilkuletnia autorka czerpanych z życia historii kryminalnych, leży w łóżku z K. C., swym wymigującym się od zobowiązań kochankiem, gdy nagle dostaje telefon od zrozpaczonej szefowej kobiecego miesięcznika „Gloss”. Łapie kubek kawy i niechętnie wyrusza w drogę na drugi koniec miasta. W mieszczącej się przy Upper East Side eleganckiej wilii Cat Jones znajduje coś, co brutalnie kontrastuje z pięknym wystrojem domu: martwe ciało mieszkającej tam na stałe opiekunki do dziecka. Kiedy okazuje się, że to Cat miała być właściwą ofiarą zabójstwa, Bailey zanurza się po uszy w śledztwie, które budzi powszechne zainteresowanie mediów, co znajduje odbicie w tytule artykułu w jednym z tabloidów: „Czy ktoś próbuje mordować redaktorów naczelnych pism kobiecych?”. Poruszając się w pełnym blichtru nowojorskim świecie mediów, Bailey będzie musiała korzystać ze swych zasobów nadzwyczajnego sprytu i niezwykłych umiejętności błyskawicznego kojarzenia faktów, w przeciwnym bowiem razie ścigany zabójca dopadnie ją pierwszy i na dobre wyeliminuje z gry.

(tekst promocyjny z okładki książki)

Książka ta jest jedną z tych, które kupiłam na kiermaszu Biblioteki Dolnośląskiej. Zaciekawił mnie jej tytuł oraz stwierdzenie na ostatniej stronie okładki: „nie zgadniesz, kto zabił…”. Racja, nie zgadłam. Chociaż w połowie miałam pewność, że wiem kto jest mordercą, jednak pomyliłam się i dopiero w ostatnim rozdziale dowiedziałam się prawdy. Autorka potrafi wprowadzić w błąd czy może raczej tak pokierować czytelnika, by ten nie domyślił się rozwiązania zagadki przed końcem książki.

Prawie od razu poczułam sympatię do Bailey, jej sposób bycia oraz to, że praktycznie całe życie opiera na pisaniu, przypadło mi do gustu. Czasem denerwowały mnie jej uwagi o rzeczach tak oczywistych, że nie potrzebne było ich komentowanie. Zabrakło też, według mnie szerszego rozbudowania śledztwa policji. Śledczy pojawili się tylko na samym początku, a później słuch o nich zaginął. Co prawda pojawiały się wzmianki o nich, ale były bardzo sporadyczne.

Podsumowując książka nie jest połączeniem „’Seksu w wielkim mieście’ z klasyczną zagadką kryminalną” jak to ujęła Lisa Scottoline lecz normalnym kryminałem, z tym wielkim plusem, że do końca nie wiadomo kto zabił Heidi.

Polecam.

M.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Córka Kata

25 maj

Córka Kata / Oliver Pötzsch; tł. Edyta Panek.

Kraków: Esprit, 2011. – 477s.

Tyt. oryg. Die Henkerstochter.

Krótko po zakończeniu wojny trzydziestoletniej w bawarskim Schongau dochodzi do serii brutalnych morderstw na dzieciach. Na ciałach ofiar wytatuowane są czarnoksięskie symbole – mieszkańcy miasta widzą w nich dzieło Szatana. Rozpoczyna się polowanie na czarownice. Akuszerka, Marta zostaje oskarżona o konszachty z diabłem i uznana za morderczynię, jednak kat, który ma za pomocą tortur wymóc na niej zaznania, nie wierzy w winę kobiety. Razem z córką Magdaleną i miejskim medykiem Simonem prowadzi śledztwo na własną rękę. Trop prowadzi bohaterów przez ponury labirynt dzielnic biedoty, wygodne salony miejscowej elity i tajemnicze lochy z czasów ostatniej wojny. Czy Jakub Kuisl będzie zmuszony w majestacie prawa zamordować niewinną kobietę? Ile jeszcze dzieci będzie musiało zginąć, żeby przerażająca prawda wyszła na jaw?

(tekst promocyjny ze strony wydawnictwa Esprit)

Zacznę od początku. Okładka jest dość zwyczajna, ale za to sposób rozdzielenia rozdziałów jest naprawdę ciekawy. W książce nie zamieszczono spisu treści, co wcale nie jest kłopotliwe.

Co do treści. Pomysł dość ciekawy. Polowanie na czarownice zostało pokazane w naprawdę dobry sposób. W całej tej gorączce i szale opamiętania nie zabrakło osób myślących trzeźwo i racjonalnie, co się chwali. Książka zyskuje jeszcze na tym, że sam autor jest potomkiem Kuislów, którzy są głównymi bohaterami. Co prawda kat, jak na mój gust został za bardzo wyidealizowany, pod względem różnorodnych umiejętności.

Mam też parę zastrzeżeń co do fabuły i rozgrywającej się akcji, ale nie wymienię i nie opiszę ich tutaj, ze względu na was, żeby nie popsuć zabawy. Jeżeli chcielibyście porozmawiać o książce z przyjemnością zapraszam.

A tymczasem polecam „Córkę Kata” wszystkim tym, którzy uwielbiają intrygi naszkicowane na cienkim gruncie.

M.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Esprit.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Kamienne serce

23 maj

Kamienne serce / Charlie Fletcher; tł. Maciejka Mazan.

Hachette, 2009.

Tyt. oryg. Stoneheart.

 

„W głębinach londyńskiego City obudziło się coś złego, tak starego, że ludzie omijali to miejsce od stuleci, nawet na nie nie patrząc…Dwunastoletni George niechcący niszczy małą płaskorzeźbę smoka i w ten sposób budzi prastarą moc. Od setek lat tkwiący w bezruchu pterodaktyl rzuca się na niego z … uca się na niego z przerażającą wściekłością i pragnie go ukarać. A to dopiero początek…Wierni i skazy – posągi o przeciwstawnych naturach – toczą ze sobą w mieście odwieczną wojnę. Kanonier z czasów pierwszej wojny światowej otacza chłopca opieką, a Sfinksy służą mu swoją legendarną mądrością. Ale George i jego przyjaciółka Edie zostają uwięzieni w niebezpiecznym świecie. Co gorsza, nie mogą liczyć na nikogo poza sobą. Reszta mieszkańców Londynu nic nie wie o ich losie.” (tekst ze strony lubimyczytac.pl)

Przeznaczenie czytelnicze: dla dzieci i młodzieży.

Czego oczekuje po takich książkach? Barwnych światów, prostego języka i szybkiej akcji.  Tutaj te warunki były spełnione ale połowicznie.

Bardzo ciekawy pomysł. Żywe posągi, wojna między nimi, ręka twórcy… Coś się dzieje, a przynajmniej jest fundament by coś mogło się dziać. Miejscem akcji jest Londyn i widać, że autor kocha to miasto. Książka jest przewodnikiem po ciekawych miejscach Londynu, zawiera bardzo szczegółowe opisy i to męczy. W pewnym momencie zaczęłam przeskakiwać do dialogów, bo opisy nie były istotne dla akcji i tylko niepotrzebnie odciągały uwagę. Po za tym sposób pisania autora jest bardzo przystępny i przyjemny. Można doszukać się funkcji edukacyjnej, gdy bohaterowie spotykają Słownik i muszą zmierzyć się z trudnymi słowami. Akcja jest ciekawa ale nie porywająca. Jest dużo biegania, szukania, a walkę za bohaterów toczy ich posąg obrońca. Pojawiają się pewne tajemnice odnośnie bohaterów i myślę, albo mam nadzieję, że są one rozwinięte w późniejszych częściach. Po skończeniu powieści odnosi się wrażenie, że niewiele się działo i niewiele się wie na temat całej historii. Może ma to zachęcać do sięgnięcia po kolejną część, mi pozostał przykry niedosyt. Bohaterowie to chłopiec George i skra o imieniu Edie. Młodzieniec to zamknięty w sobie nieszczęśnik, który ma sporo smutków i nie ma z kim się nimi podzielić. Czytelnik jest świadkiem jego przemiany, dorastania i nabierania pewności siebie. Dziewczynka jest bardziej tajemniczą postacią. Niewiele wiemy o jej przeszłości, nie do końca rozumiemy co się wiąże z byciem skrą. W tej części się tego nie dowiadujemy. Brakuje mi w tej powieści jakiegoś przesłania, nauki dla dzieci. Czegoś w stylu „przyjaźń jest najważniejsza”, „dobro zwycięża” albo „nie ufaj obcym”. Można się tego dopatrzeć, ale nie wydaje się to głównym celem.

Historia wymaga przeczytania wszystkich części, ale mnie Kamienne serce nie zachęciło do dalszej lektury. Mimo to uważam, że to świetna lektura do poczytania dziecku na dobranoc.

K.

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Numery. Czas uciekać

22 maj

Numery. Czas uciekać / Rachel Ward; tł. Anna Dorota Kamińska.

Warszawa: Wilga 2009.

Tyt. oryg. Numbers.

„Psychologiczny thriller dla nastolatków.
Piętnastoletnia Jem widzi w oczach ludzi numery – daty ich śmierci. Zna dzień śmierci matki. Wie, kiedy w ataku terrorystów na Londyn zginą ludzie. I kiedy umrze jej chłopak. Nikogo nie umie obronić przed śmiercią, więc ucieka – przed rówieśnikami i policją.” (tekst ze strony lubimyczytac.pl)

 

Przeczytałam, ponieważ dookoła całej serii jest spory szum. Pojawiły się kolejne części, każda z nich stałą się bestsellerem. I w sumie się nie dziwie.

Grupą docelową powieści jest młodzież i książka jest idealnie wpasowana w wymagania młodych czytelników. Troszeczkę oklepana fabuła (nastolatka, miłość, seks, dziecko) jest ubrana w wartką akcję i psychologiczne rozterki. Oraz wątek fantastyczny, tytułowe numery, przez które bohaterka musiała wiele przemyśleć i podjąć kilka istotnych decyzji. Wszystko to składa się na powieść niezwykle wciągającą, od której nie idzie się oderwać. Czyta się łatwo i przyjemnie, chociaż w odpowiednich momentach dech zapiera. Jednak jeśli jest się trochę bardziej wymagającym czytelnikiem, radziłabym sięgnąć na inną półkę.

Polecam nastolatkom, jako miłą odmianę w erze wampirów.

K.

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Moja żona wiedźma

21 maj

Moja żona wiedźma / Andriej Bielanin ; tł. Rafał Dębski.

Lublin: Fabryka Słów, 2009.

 

„Moja żona jest wiedźmą. Najprawdziwszą wiedźmą. Nie pomoże tu psychiatra ani egzorcysta.
Tylko ja mogę wyciągnąć ją z iście diabelskich kłopotów, w jakie się wpakowała.  Problem w tym, że żaden ze mnie bohater…

Poznali się. Pokochali. Pobrali. A potem ona mu powiedziała… Co ma zrobić biedny poeta? Albo odwrócić się na pięcie i zapomnieć, że kiedykolwiek miał żonę, albo ruszyć na ratunek! Nawet jeśli jedyną bronią, jaką dysponuje, jest poezja.

Kiedy masz za żonę wiedźmę znika problem kto pozmywa po kolacji – wystarczy, że ona zaczaruje naczynia. Kiedy masz za żonę wiedźmę, licz się z tym, że upomni się o nią ten inny, czarodziejski świat…
A wtedy nadejdzie czas trudnych wyborów i straszliwych niebezpieczeństw.” (tekst ze strony wydawnictwa)

 

Muszę przestać czytać książki Fabryki Słów. Przynajmniej na razie. Albo zaczęłam mieć za duże wymagania, albo źle ostatnio trafiam. Tak, ta powieść też mi się nie podobała.

Tytuł obiecujący, opis zachęcający a w środku gorzkie rozczarowanie. Miała być akcja ze sporą dawką śmiechu, a ja ani razu nawet się nie uśmiechnęłam. Dobra, może to po prostu nie moje poczucie humoru. Ale całą książkę miałam wrażenie, że to jedna wielka kpina. Fabuła nawet fajna, choć chwilami kojarzyła mi się z grą, gdzie trzeba znaleźć przedmiot lub miejsce żeby przejść do kolejnego etapu. Ale dobra, akcja się toczy, są nawiązania do mitów, folkloru i bajek – to mi się podoba. Jest symboliczny anioł i diabeł na ramionach bohatera, każdy podpowiada co robić według własnego uznania. I te dwie postacie są sympatyczne, kojarzą mi się z dziećmi, które kłócą się o zabawkę. Tylko co za dużo to niezdrowo. Już w połowie opowieści byłam zmęczona ich utarczkami, irytowali do tego stopnia, że omijałam ich kwestie.  No i główny bohater. Jeszcze nie spotkałam się z poetą, który za pomocą wierszy przywołuje śmierć, powoduje trzęsienie ziemi i wiele innych. Bardzo fajne, poezja też całkiem całkiem tylko w tym wszystkim mam wrażenie, że główna postać jest głupia! Kto stojąc nago przed zgrają wygłodniałych potworów stara się przemówić im do rozsądku lub lepszej strony duszy? Tylko i wyłącznie idiota. Czasami byłam aż zła, że takiej łamadze tyle się udaje. I to wszystko w imię miłości.

Mam bardzo dziwne odczucia co do tej książki. Jak tak o tym myślę, to ona jest dla mnie wręcz nierealna.

Nie polecam, lecz jeśli macie ochotę na coś dziwnego i drażniącego – ruszajcie na poszukiwania!

I niech Moc będzie z Wami.

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Król kłamstw

16 maj

Król kłamstw / John Hart; przeł. Monika Wiśniewska.

Katowice: Sonia Draga, 2007. – 430, [2]s.

Tyt. oryg. The king of lies.

 

Jackson Workman Pickens, czyli Work, od roku zmaga się z demonami wywołanymi przez śmierć matki I tajemnicze zniknięcie ojca, Ezry. Rodzinna kancelaria prawna jest w rozsypce i w niczym nie przypomina imperium, jakie istniało, kiedy jeszcze żył Ezra. Żona Worka, Barbara, realizuje własne cele życiowe, spędzając całe dnie w ekskluzywnym klubie rekreacyjno – sportowym. Oboje zdają się nie zauważać, że ich pozbawione uczuć małżeństwo dalekie jest od ideału.

Beznadziejne życie Worka zmienia się w chwili znalezienia zwłok Ezry. Jego syn, jako spadkobierca ogromnego majątku, staje się głównym podejrzanym – podobnie jak jego siostra, Jean. (…)

(Tekst promocyjny z okładki książki)

 

 

Książka na samym początku nie przekonuje, trzeba trochę cierpliwości i zaparcia żeby dotrwać do momentu, gdzie zaczyna robić się naprawdę ciekawie. Ja, oczywiście dotarłam do ciekawszych aspektów powieści. Byłam pewna, że się rozkręci, ponieważ „Króla kłamstw” napisał były adwokat, a książka ta jest właśnie o takim człowieku. Dodatkowo szeroko rozbudowany wątek kryminalny, uparta Pani detektyw i cały światek zakłamanych prawników. John Hart nie tylko zarysował dobrą intrygę kryminalną, o lekko przewidywalnym (ale nie do końca) zakończeniu, ale też pokazał „uroki” życia w małej miejscowości i wszystkie aspekty związane z byciem zamożnym człowiekiem.

Nie jest to krwawy kryminał, w którym roi się od przekleństw i wulgaryzmów, wręcz przeciwnie został on napisany przyjemnym językiem w bardzo inteligentny sposób. Czytając go nie ma się wrażenia, że autor uważa swojego czytelnika za niedorozwiniętego, z góry zakłada że książkę czytają błyskotliwi ludzie, dlatego nie zawsze podaje rozwiązanie na tacy – czasem trzeba do niego dojść samemu. Co oczywiście, dodaje uroku całej kompozycji.

 

Polecam książkę wszystkim tym, którzy lubują się w inteligentnych kryminałach.

M.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Spirala

06 maj

Tunele: Spirala / Roderick Gordon; Brian Williams; przeł. Janusz Ochab.

Warszawa: Wilga 2012.

Tyt. oryg. Spiral.

 

„Styksowie rozkręcają się w Górnoziemiu spiralę chaosu. Niebawem zaczną ostateczną ofensywę i podbój świata. Tym razem to kobiety Styksów przygotowują straszną i odrażającą niespodziankę. Czy w obronie ludzkości dojdzie do wojny biologicznej z użyciem śmiercionośnych wirusów? Czy wybuch wojny atomowej doprowadzi do zagłady światów we wnętrzu Ziemi?” (tekst z okładki)

 

Uwielbiam tą serię! Pierwsza część po prostu mną wstrząsnęła. Z niecierpliwością czekałam na ciąg dalszy. I wcale nie jestem pewna czy to już koniec. Bo właściwie zakończenie jest skończone ale czytelnik czuje pewien niedosyt, rozczarowanie i część może dopowiedzieć sobie sam ale fragmenty zostają tajemnicą. Może autorzy chcieli zostawić sobie furtkę żeby wrócić do powieści w razie natchnienia.

Fabuła, świat przedstawiony jest niezwykle dopracowany, szczegóły, szczególiki, wszystko składa się w spójną całość, która poraża i zachwyca. W powieści widać zainteresowanie autorów biologią, wojskiem i bronią. Całkiem możliwe, że inspiracją była Podróż do wnętrza Ziemi Juliusza Verne’a. Życie emocjonalne bohaterów może nie jest pominięte ale zsunięte na boczny tor. Ale to nie przeszkadza. Akcja jest tak złożona, tak drobiazgowa, że rozterki życiowe postaci tylko niepotrzebnie odciągałaby uwagę. W tej części nastój jest apokaliptyczny, świat ludzi zagrożony jest zagładą i tylko garstka ludzi zdaje sobie z tego sprawę. Wielka Brytania zostaje odcięta od reszty świata, Styksowie się rozmnażają a grupa emerytowanych wojskowych wspieranych przez kilka nastolatków przeprowadza masakrę w szeregach wroga. Właśnie, sceny mordu są przedstawione w taki sposób, tak realnie, że aż się krzywiłam, jednak mimo to nie mogłam się oderwać. Śmierć, zdrada, miłość – wszystko to się przeplata w wartkiej akcji, która niesamowicie pochłania.

Jedyny minus to brak streszczenia. Kolejne części wychodziły w dość sporych odstępach czasu i ciężko było sobie przypomnieć co się działo wcześniej. Nie można tak sobie wziąć książki ze środka serii i przeczytać ze zrozumieniem. Każda część składa się w logiczną i spójną całość, którą należy czytać od początku do końca.

Każdy miłośnik fantastyki powinien przeczytać tą serię. Jest to przykład niesamowitej wyobraźni i dużej umiejętności posługiwania się słowem.

Polecam z całego serca!

K.

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Wilga

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Złoty strzał perkusisty

05 maj

Złoty strzał perkusisty / Alfred Hitchcock; przeł. Krystyna Boglar.

Wrocław: Siedmioróg 2000.

Nowe Przygody Trzech Detektywów.

 

„Przyjaciół emocji informujemy o nowej serii przygód Trzech Detektywów. Bohaterowie powieści kryminalno – sensacyjnych dla młodych czytelników – Jupiter, Pete i Bob – są nastolatkami, wkroczyli w świat pierwszych miłości i pierwszych samochodów. Ich firma detektywistyczna nadal działa i podejmuje się coraz niebezpieczniejszych zadań!” (tekst z okładki)

Przemierzałam wolnym krokiem korytarze biblioteki czekając na olśnienie, czego ja właściwie szukam. Stało się. Leżały tam. Cały stosik. Smak dzieciństwa.

Może trochę o mnie :) Od dzieciaka uwielbiałam czytać, szukałam swojego ulubionego nurtu w literaturze. Wydaje mi się, że dopiero Harry Potter szerzej otworzył mi oczy na fantastykę i zaszczepił do mnie miłość do tego gatunku. Wcześniej błądziłam po omacku. Biblioteka mojej szkoły podstawowej nie była jakoś wybitnie wyposażona ale seria o Trzech Detektywach skompletowana była w całości. Pochłaniałam te krótkie powiastki z wielką namiętnością. A teraz mogłam do tego wrócić.

Detektywi to trójka nastoletnich przyjaciół, których łączy pasja do zagadek i uzależnienie od adrenaliny. Zdarzają się porwania, morderstwa, kradzieże i włamania. Każdy z bohaterów jest inny, więc nie ma problemów z wyborem ulubieńca i utożsamianiem się. Lektura nie jest jakoś specjalnie wymagająca, język jest prosty i przejrzysty, akcja nie jest zawiła i czytelnik może po krótkim zastanowieniu wpaść na rozwiązanie kryminalnej zagadki. Są to książki przeznaczone typowo dla młodzieży i dla rozrywki. Jednak w ciekawej fabule kryją się ostrzeżenia i pewne wzorce postępowania. W Złotym strzale perkusisty głównym problemem są narkotyki. Bohaterowie w każdej chwili mogli sięgnąć po prochy ale nawet im to przez myśl nie przeszło. Stwierdzają po prostu, że „to nie dla nich”. Moje odczucia po tej powieści były jak najbardziej pozytywne i zniesmaczone możliwością brania narkotyków.

Polecam wszystkim młodym czytelnikom. Warto.

K.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 
 

  • RSS