RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2012

Załatwiaczka

29 kwi

Załatwiaczka / Milena Wójtowicz.

Lublin: Fabryka Słów, 2007.

 

„Urocza młoda Polka, która wygrywa nawet konkurs Miss Studentów, wyjeżdża do Exeter na studia. Jednak co dobrze się zaczyna, skończyć się może dziwnie. Małgorzata dostaje bowiem propozycję nie do odrzucenia: otrzyma w spadku dom po pewnej miłej staruszce, o ile przejmie po niej pracę… załatwiaczki.” (tekst ze strony lubimyczytac.pl)

 

Stało się. Nastąpiło rozczarowanie. Gorzki zawód. Książka wydana przez Fabrykę nie spodobała mi się.

Ogólny zamysł fajny, temu zaprzeczyć nie mogę, ale akcja nierozpisana, forma zła a bohaterowie ograniczeni. Książka to tak naprawdę zbiór 9 opowiadań, które nie powinny występować razem, jedno po drugim. A jeśli już to po solidnym zredagowaniu. Dlaczego? Ponieważ informacje się powtarzają i to nie jakieś ważne, tylko zupełnie błahe. Na przykład kolor włosów bohaterki. Oberżyna, fajne słowo, ale czy musi się powtarzać prawie co chwila? Po drugim rozdziale można zacząć omijać kawałki tekstu opisujące bohaterów, bo nie pojawia się nic nowego. Do tego można odczuć, że autorka nie dała powieści „popłynąć”. Cała akcja jest ściśnięta do kilkudziesięciu stron, a wskrzeszenie kumpla ogranicza się do wykonania kumpla i odwiedzin w pralni. Wszystko jest takie płytkie, powierzchowne. Można było wycisnąć dużo więcej, natomiast tu mamy ledwie posmak. No i bohaterowie. Załatwiaczka to Polka, całkiem normalna dziewczyna, która do towarzystwa ma wampira, maga, czytacza myśli, półtrolla i mężczyznę bez serca. Całkiem ciekawy zestaw, tym bardziej, że dochodzi między nimi do kłótni czy miłości. Tu też spotykamy się tylko z delikatnym dotknięciem historii. Problemy moralne i etyczne Załatwiaczki, zmiana człowieka po dokonaniu morderstwa – intrygujące problemy, tu skwitowane paroma słowami. Aż chciałoby się wręczyć autorce pióro i kazać jej pisać. Po przeczytaniu bowiem odczuwa się niedosyt. I irytacje w moim wypadku.

Nie polecam. I bardzo mi z tego powodu przykro.

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

NIUCH

28 kwi

NIUCH / Terry Pratchett; przeł. P. W. Cholewa.

Warszawa: Prószyński i S-ka,  2012.

Tyt. oryg. SNUFF.

 

„Powszechnie uznawana prawda głosi, że kiedy policjant wyjeżdża na urlop, ledwie ma czas otworzyć walizkę, nim znajdzie pierwsze zwłoki. Komendant Sam Vimes ze Straży Miejskiej Ankh-Morpork jest właśnie na urlopie na wsi – niewinnej i wesołej, ale nie dla niego są zwykłe trupy w szafie. Trupów jest więcej, bardzo wiele, a także pradawna zbrodnia, straszniejsza niż morderstwo. Znalazł się poza swoją jurysdykcją, poza kompetencją, niekiedy zagubiony i poza granicami zrozumienia, pozbawiony kanapek z bekonem, ale nie przebiegłości. Podobno w końcu wszystkie grzechy zostają wybaczone. Ale chyba nie całkiem…” (tekst z okładki)

Najnowsza książka sir Pratchetta! Zachęcona wywiadem z autorem w Nowej Fantastyce (kwietniowy numer, polecam), pobiegłam do empiku i zakupiłam egzemplarz. Nie zawiodłam się! Po raz kolejny z resztą :)

Komendant Vimes wyjeżdża na wakacje i już sam ten fakt jest intrygujący. Coś oczywiście musi się stać. W poprzedniej recenzowanej powieści wydaje mi się, że najważniejsza była akcja, autor skupiał się na tym co się dzieje, na rozwoju sytuacji. Tu jest inaczej. Oczywiście, jest morderstwo, trzeba znaleźć przestępce i komendant skutecznie do tego dąży. Ale w sumie prosta fabuła ubrana jest w bliższe poznawanie bohaterów. Żona policjanta, Lady Sybil, to twarda kobieta, której byle co nie wystraszy, do tego jest zapobiegawcza, zna swojego męża jak nikt inny i kocha go mimo to. Ich synek, Młody Sam to mały badacz kupek, który posiada niesamowitą umiejętność roztkliwiania wszystkich dookoła. No i kamerdyner, pan Wilkins. Niezwykle ważny, niezwykle potrzebny, niezwykle niebezpieczny.

Jak wspomniałam, Młody Sam jest bardzo zaintrygowany kupkami. I myślę, że jest to odpowiedni moment żeby pozdrowić L.U.C.-a, dzięki któremu na placu Dominikańskim w ubiegłą środę pojawiła się solidna kupa. Młody Sam na pewno chciałby jej się bliżej przyjrzeć. Myślę, że sir Pratchett nie kierował się tym samym zamysłem co L.U.C, ale też miał istotny powód. Na rynku pojawia się coraz więcej książek o kupach, smarkach i śmierdzących serach ale czy to źle? Nie do końca. Młody Sam zainspirowany książeczką, rozpoczął badania na własną rękę a do tego nie zraził się do czytania. Zabawa i nauka połączyły się w jedno.

Pisarz porusza jeszcze wiele istotnych kwestii. Tematem przewodnim jest tolerancja, bocznymi torami biegnie niewolnictwo, krytyka władzy, szacunek do kobiet i ciemność w każdym człowieku. Niektóre fragmenty niesamowicie wzruszają, inne bawią ale przede wszystkim zmuszają do refleksji. Czytelnik zaczyna zastanawiać się nad otaczającym go światem i porządkiem jaki w nim panuje.

Jest też minus. Większość książek z serii Świata Dysku można traktować jak pojedyncze historie, które mają podobne światy przedstawione i tych samych bohaterów. Niuch oczywiście może przeczytać ktoś, kto wcześniej nie miał styczności z twórczością sir Pratchetta i będzie miał dużą satysfakcję z lektury, ale może się czasami gubić. Często wspominana jest bowiem historia z doliny Koom i związane z nią skutki. Także najpierw radziłabym przeczytać Łups! a dopiero potem NIUCH dla pełniejszego obrazu sytuacji.

Jak najbardziej polecam.

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Kłopotliwy dług księżnej

27 kwi

Kłopotliwy dług księżnej / Nicola Cornick; przeł. Krzysztof Puławski.

Warszawa: Harlequin Mira, 2012. – 380, [6]s.

Tyt. oryg. Deceived.

Księżna Isabella Di Cassilis ma jasno określony cel. Po zmarłym mężu odziedziczyła ogromne długi i gotowa jest zrobić wszystko, byle tylko nie trafić za kraty więzienia dla dłużników. Dlatego postanawia poślubić jednego ze skazanych na dożywocie i w ten sposób zrzucić na niego jarzmo swoich zobowiązań finansowych. Przekraczając prób mrocznego londyńskiego więzienia, nie spodziewa się, że w ponurych lochach spotka mężczyznę, którego dwanaście lat wcześniej porzuciła bez słowa przed ołtarzem (…).

(tekst promocyjny z okładki książki)

Książka ma przepiękną paginację oraz całą oprawę, która pomaga czytelnikowi wczuć się w klimat XIX wiecznej opowieści. Postaci są barwne i od samego początku lektury nie sposób się nudzić. Z racji tego, że „Kłopotliwy dług księżnej” jest w pewnym sensie książką historyczną, jesteśmy w stanie poznać pewne zwyczaje, konwenanse oraz sposób życia londyńskiej arystokracji.

Nie ma co ukrywać Nicola Cornick zaprezentowała nam romans rozgrywający się w tysiąc osiemset którymś roku. Ale mogę postawić dużego plusa za wątek kryminalny, nikły aczkolwiek dość ciekawy. Zagadki, które pozwalają bohaterom dojść do rozwiązania, tajemnice które dzielą… to wszystko tworzy wspaniały obraz tamtejszej rzeczywistości.

Polecam, nawet tym osobom, które nie przepadają za romansami. Uwierzcie mi, że książka dopiero pod sam koniec robi się troszeczkę nieznośnie cukierkowa. :)

M.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Ankh – Morpork

22 kwi

Bogowie, honor, Ankh – Morpork / Terry Pratchett; przeł. Piotr W. Cholewa

Warszawa: Prószyński i S-ka.

Tyt. oryg. Jingo

 

„Coś nowego pojawiło się między starożytnymi miastami Ankh-Morpork i Al-Khali. Dosłownie. To wyspa, wynurzająca się z dna Okrągłego Morza Dysku. Ponieważ jest niezamieszkana i oba miasta roszczą sobie do niej prawa, komendant Vimes ze swymi wiernymi strażnikami staje wobec zbrodni tak wielkiej, że żadne prawa jej nie obejmują.

Nazywa się „wojna”.

Ale nie lękajcie się. Wszystko to dzieje się w dalekim Świecie Dysku, gdzie chciwość i ignorancja wpływają na działania polityków i gdzie całkiem normalni ludzie zachowują się czasem jak totalni idioci. Krótko mówiąc, w świecie zupełnie – przynajmniej na pierwszy rzut oka – niepodobnym do naszego.” (tekst z okładki)

 

Pytałam ostatnio jaką książkę Pratchetta polecacie, ale niestety nie doczekałam się odpowiedzi. W ogólne Wasza ignorancja wobec takiej sfery bloga jak „komentarze” bardzo mnie smuci. Ale cóż… Trzeba z tym jakoś żyć. Przejdę więc do recenzji.

Coś cudownego! Jak każda inna książka sir Pratchetta, ta również jest pełna błyskotliwego humoru, odpowiedniej dawki prześmiewczości i sarkazmu, a akcja wydawałoby się, że prosta, opisana jest szczegółowo i pod różnymi kątami. Czasami wydarzenia na pierwszą chwile nieistotne, rozrastają się do nawet decydujących akcji. Do tego mam wrażenie, że jeśli ktoś już raz polubi styl sir Pratchetta to co jakiś czas odczuwa potrzebę przeczytania czegoś o Świecie Dysku. Chyba jeszcze nigdy nie zawiodłam się na komendancie Vimesie, który jest głównym bohaterem tej książki i postacią wywołującą u mnie szczery śmiech. Teraz częściej można spotkać kogoś kto uśmiecha się do telefonu niż do książki, także wyobraźcie sobie zdziwienie ludzi w pociągu, gdy parsknęłam śmiechem czytając o Marchewie i jego zuchach. Dużą zaletą książki jest to, że wymaga od czytelnika inteligencji. Czytający musi posiadać różnoraką wiedzę żeby zrozumieć żart czy aluzję.

Jestem pod bardzo dużym wrażeniem i polecam książkę zarówno fanom Świata Dysku, jak i czytelnikom, którzy nie mieli jeszcze styczności. Wciągnie Was na pewno!

Polecam!

K.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Africanus. Syn konsula

20 kwi

Africanus syn konsula / Santiago Posteguillo; tł. Patrycja Zarawska.

Kraków: Esprit, 2011. – 428, [4] s.

Tyt. oryg. Africanus. El hijo del cónsul.

“Africanus. Syn konsula” to porywająca historia o jednym z największych wodzów w dziejach świata. Młody oficer legionów szybko osiąga godność trybuna. Jego odwaga i inteligencja wzbudzają podziw przyjaciół, uwielbienie kobiet i zawiść konkurentów. Africanus przeżywa swoje pierwsze bitwy i miłości. Spotyka również kobietę, z którą los połączy go trwałym, namiętnym uczuciem. Bolesne klęski wojsk rzymskich i śmierć ojca, który ginie w obronie ojczyzny, sprawiają, że wojna nabiera dla niego osobistego wymiaru (…).

(tekst promocyjny z okładki książki)

Na początku zaznaczę, że opis książki dotyczy dwóch części, dlatego nie przytoczyłam go w całości. Co do treści. Jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Wszystko czyta się z zapartym tchem, czytelnik chce wiedzieć co się stanie, kto wygra bitwę, chce poznać strategię obu wojsk…

Język nie jest trudny, powiedziałabym nawet, że śmiesznie łatwy. Książka została napisana w taki sposób, że nawet osoby nie znające historii i kultury Rzymu czy Kartaginy bez problemu poradzą sobie z całkowitym zrozumieniem fabuły. Czytając „Africanusa” doszłam do wniosku, że może on być wspaniałym dodatkiem do uzupełnienia wiedzy na temat starożytności i to nie tylko z dziedziny wojskowości ;)

Mam tylko jedno zastrzeżenie: jak dla mnie historia za szybko się skończyła i to jeszcze w takim dość głupim momencie. Od razu zapragnęłam przeczytać drugą część „Africanus. Wojna w Italii”, ale niestety na chwilę obecną nie posiadam jej (dlatego pięknie się uśmiecham do wydawnictwa esprit, które mi ofiarowało pierwszą część).

Polecam gorąco wszystkim miłośnikom historii, osobom zdającym maturę z tegoż przedmiotu oraz tym, którzy fascynują się Rzymem i Kartaginą.

M.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Candy

16 kwi

Candy/ Kevin Brooks; tł. Anna i Miłosz Urban.

Poznań: Media Rodzina, Cop. 2008. -352.

Tyt. oryg. Candy

W życiu Joe wszystko zmieniło się od chwili, kiedy spotkał Candy. Co takiego przyciągnęło jego wzrok? Jej włosy, uśmiech, a może sposób poruszania się? Joe myśli o Candy dzień i noc, uczucie do niej wyraża także poprzez muzykę. Ale Candy zabiera go do swojego świata: gorzkiej otchłani narkotyków, przemocy i rozpaczy. Kiedy ponura prawda wychodzi na jaw, Joe musi zdecydować, czy miłość i nadzieja – oraz oczywiście Candy – warte są walki. I jak uciec przed niebezpieczeństwem, które czai się za każdym rogiem.

(tekst promocyjny z okładki książki)

Książka na początku wydawała mi się dość… nudna, ale nie do końca taka była. W pewnym stopniu mnie ciekawiła, a dokładniej losy głównych bohaterów. Tytułowa Candy, mająca ciężkie życie za sobą i za pewne również przed sobą, jest postacią bardzo interesującą. Od samego początku ciekawi nas to, co mówi (a nie mówi za dużo) i robi. Natomiast Joe? O nim wiemy praktycznie wszystko: jakie ma hobby, co kocha, kto jest najważniejszą osobą w jego życiu, kto do tej osoby dołącza, co czuje…

Wydawałoby się, że narkotyki i prostytucja dotyczą dorosłych, ale tak nie jest. Kevin Brooks ukazuje nam jak trudna może być ucieczka z tamtego światka i jakie konsekwencje ta ucieczka za sobą niesie. Jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Sposób pisania Brooksa bardzo mi odpowiada, historia dwójki młodych ludzi opowiedziana z perspektywy jednego z nich. I to otwarte zakończenie, pozwalające czytelnikowi dopowiedzieć sobie dalsze losy Candy i Joe, a także Giny i Mike.

Polecam.

M.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Frankenstein

14 kwi

Frankenstein / Mary Shelley. – Wydanie II.

Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 1989.

Tyt. oryg. Frankenstein: or, The Modern Prometheus.

 

„Frankenstein powstał 1818 roku i jest uważany za pierwszą powieść science fiction lub przynajmniej za zapowiedź tego gatunku.

Jego autorka, Mary Shelley, żona słynnego poety angielskiego epoki Romantyzmu Percy Shelleya, rówieśnika Byrona, napisała swoją pierwszą powieść zainspirowana odkryciami naukowymi swojej epoki i jej duchem filozoficzno – artystycznym. Treścią Frankensteina jest więc zarówno triumf nauki, jak i tragedia duchowa uczonego, który nie sprostał swojemu odkryciu.

Frankenstein doczekał się wielu przeróbek i adaptacji filmowych, których większość zniekształcała lub spłycała pierwowzór. Warto więc sięgać po książki Mary Shelley, która mimo upływu lat nadal jest inspirująca, ciekawa i zaskakująco aktualna.” (tekst z okładki)

Objawienie! Znalazłam tą książkę porządkując domową biblioteczkę. Wszyscy fani fantastyki przynajmniej kojarzą nazwę „Frankenstein”, zwykle wyobrażając sobie potwora zbudowanego z fragmentów ludzkiego ciała. Niewielu jednak czytało oryginał tej historii. A szkoda, bo to naprawdę arcydzieło i rewelacyjny przykład pisaniny z epoki romantyzmu.

Książka zawiera wszystkie elementy powieści romantycznej. Rozpoczyna się od listów (powieść epistolarna),  rozległe opisy przyrody i pogody odpowiadające nastrojowi bohatera, uczucia czasami wydawałoby się przerysowane, no i oczywiście bohater, przynajmniej raz myślący o samobójstwie. Moim skromnym zdaniem Frankenstein byłby dużo fajniejszą lekturą niż „Werter”, o którym autorka też wspomina. Nasuwa się również powiązanie do Kordiana, ponieważ doktor Frankenstein podziwia górę Mont Blanc, a pamiętacie chyba, że Kordian wygłasza swój słynny monolog.

Fabuła to w większości odbicie życia autorki. Sposób w jaki pisze o dzieciach, miłości i śmierci odzwierciedla myśli autorki spowodowane przykrymi wydarzeniami. Pani Shelley straciła swoje pierwsze dziecko, później męża. W powieści bohater, stwarzając potwora, doprowadza do śmierci prawie całej swojej rodziny.

Frankenstein porusza wiele istotnych moralnie kwestii, które są aktualne do tej pory. Granice etyczne nauki, odpowiedzialność za swoje wynalazki, przewaga wyglądu nad duszą, o ile można o takowej mówić w wypadku istoty stworzonej przez człowieka. Pomimo umiłowania nauki i jakby odsunięcia na boczny tor spraw religijnych, w kulminacyjnych momentach bohater wzywa duchy na pomoc, swój twór porównuje do diabła, więc jakąś wiarą może się pochwalić.

Moi Drodzy! Polecam tą książkę z całego serca. Uważam, że każdy powinien ją przeczytać ze względu na niesamowitą głębie i pytania, nad którymi warto się zastanowić.

Polecam!

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Zapach Adama

13 kwi

Zapach Adama / Jean – Christophe Rufin; przeł. Justyna Sozańska.

Warszawa: W.A.B, 2008. – 500, [4] s.

Tyt. oryg. Le Parfum d’Adam.

Polska wiosną 2005 roku. Juliette, dwudziestokilkuletnia Francuzka, pewnej nocy wdziera się do wrocławskiego instytutu biologicznego i uwalnia z jego pomieszczeń zwierzęta doświadczalne. Niszczy drogie wyposażenie laboratorium, na ścianie zostawia napis: „Respektujcie prawa zwierząt”. Uciekając, zabiera tajemniczą fiolkę z czerwoną zakrętką.

Sprawą – na zlecenie polskich służb specjalnych – zajmuje się para byłych amerykańskich agentów CIA: specjalistka w dziedzinie psychologii oraz lekarz, którzy niegdyś byli kochankami. Czy ta operacja ma związek z bioterroryzmem i międzynarodową siatką ekologów fanatyków?

Akcja powieści toczy się w różnych miejscach – od pustyni Kolorado, przez całą Europę, aż po Wyspy Zielonego Przylądka i Brazylię. Rufin penetruje środowisko wyznawców radykalnego ekologizmu, bada rozbieżności i paradoksy teorii ekologicznych, pisząc o niebezpiecznych konsekwencjach stosowania nauk i poglądów w praktyce. A wszystko to czyni niebywale intrygująco, scena po scenie bawiąc się z czytelnikiem w kotka i myszkę, jak na autora znakomitego dreszczowca przystało.

(tekst promocyjny ze strony wydawnictwa)

Autor poruszył dość ważną kwestię dotyczącą ekologii, ochrony przyrody i środowiska naturalnego oraz przeludnienia Ziemi, dodatkowo ubrał to w zagadki, intrygi i przedekorował zwartką akcją. Oprócz spraw politycznych „Zapach Adama” daje nam historie dwojga ludzi, których kiedyś łączyło głębokie uczucie. Opowieść na swoich kartach ma zapisane wszystkie uczucia przeplatane sprawami na skalę światową. Nie, nie jest to romans, wątek miłosny jest ledwie wyczuwalny. Autor całą uwagę skupił na głównej, przewodniej myśli.

Nie chcę tutaj zagłębiać się w szczegóły dotyczące fabuły, żeby czegoś niepotrzebnie Wam nie zdradzić, dlatego ujmę to krótko:

Polecam książkę wszystkim tym, którzy uwielbiają kryminały rozgrywające się w różnych częściach świata, gdzie morderstwa nie są opisywane z dokładnością co do jednej kropli krwi, gdzie ludzie są zdolni poświęcić wszystko dla dobra ogółu.

M.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Dziedziczka Smoka

10 kwi

Dziedziczka Smoka; T. 1-3 / Licia Troisi; przeł. Anna  Gogolin

Chorzów: Videograf II, 2010 – 2011.

T. 1 Testament Thubana

T. 2 Drzewo Idhunn

T. 3 Klepsydra Aldibaha

„Pierwszy tom nowej trylogii autorki bestsellerowych  „Wojen Świata Wynurzonego”. Bohaterką powieści jest  13-letnia wychowanka domu dziecka, która dowiaduje  się, że nosi w sobie geny potężnego smoka Thubana.  Adoptowana przez tajemniczego profesora dziewczynka  musi podjąć dzieło swego przodka i stoczyć walkę z jego  odwiecznym wrogiem Nidhoggrem, Strażnikiem  Ciemności, który zagraża królestwu natury.” (ze strony wydawnictwa)

Chwyciłam T. 1 ze względu na panią Troisi. Kroniki i Wojny Świata Wynurzonego to moje ulubione serie kobiecej fantastyki. Ambitna akcja, niesamowite emocje, bohaterka zapewniająca cala gamę uczuć. No po prostu objawienie.

Drugim powodem była moja miłość do fantastyki młodzieżowej, która jest niezwykle barwna a do tego porusza niezwykle ważne problemy. Mam dużą słabość do takiej literatury i uważam, że każdy powinien po nią sięgnąć.

Tak więc stało się, kupiłam pierwszy tom, a jak już zaczęłam opowieść to musiałam skończyć. Chociaż powieść nie była tak wciągająca jak wcześniejsze serie pani Troisi, ale pomysł, sama wizja jest bardzo dobra. Chyba zabrakło trochę wartkiej akcji. Bohaterka jest przesłodka, taka urocza i niewinna. Jej najlepsza przyjaciółka jest przebojowa i też jest ideałem, choć pod innym kątem. Złe postacie mają perfekcyjny wygląd, są złe i chociaż ich też spotyka cierpienie, nikt im nie współczuje. Cały świat jest prosty. Jest wyraźny podział na dobro i zło, jeden konkretny cel , wszystko jest przejrzyste i dokładnie zaplanowane.

Myślę, że jest to doskonała powieść dla dzieci. Nieskomplikowana, barwna i przyjemna, może tylko zachęcić do czytania. Bardziej wymagającym czytelnikom polecam Wojny lub/i Kroniki. Do przeczytania zostały mi jeszcze Legendy Świata Wynurzonego, które nabędę w przypływie gotówki ;)

 

A tak poza recenzją, jakie książki pana Pratchetta polecacie? Bo mam ochotę właśnie na ten styl pisania ale nie mogę się zdecydować na konkretny tytuł :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Osiem kroków tanga

02 kwi

Osiem kroków tanga / Krzysztof Mazurek.

Warszawa: Baobab, 2006. – 374, [4]s.

W Krakowie ginie w tajemniczych okolicznościach dziennikarz. Piotr Nadolski, jak się okazuje nie tylko muzyk grający w klubach tańca argentyńskie, ale i były oficer GROM, nie chce uwierzyć w policyjną wersję o samobójstwie. Podążając tropem wskazówek pozostawionych przez swojego przyjaciela, trafia na ślad tajemniczej przesyłki, którą umieszczono w ciężarówce ze sprzętem archeologicznym i darami dla Iraku. Piotrowi udaje się dołączyć do wyprawy, która rusza przez bezdroża Turcji do Bagdadu…

(tekst promocyjny z okładki książki)

Kupiłam tę książkę, ponieważ spodobała mnie się jej paginacja. Czy żałuję? Nie, tego powiedzieć nie mogę. Spodziewałam się czegoś lepszego.

Akcja była dość zwartka, chociaż czasami niektóre wątki strasznie się dłużyły i nudziły czytelnika. Idąc dalej, przez cały czas miałam wrażenie, że autor chce trochę na siłę z „polskich chłopców” zrobić super wojaków, którzy niczego i nikogo się nie boją, a na dodatek są najlepsi na świecie. Oczywiście nie kwestionuję zajebistości naszych mężczyzn, ale zabiegi pana Mazurka wydawał mi się strasznie oporne. No i jeszcze te wszystkie zbiegi przypadków i całe to szczęście, które nie opuszczało Piotra (głównego bohatera), ani na chwilkę: bez problemów dojechał tam gdzie chciał, poznał wspaniałą kobietę i wszędzie miał zaufanych przyjaciół. Ależ ten pan Piotr, chyba w czepku urodzony! Jak dla mnie to wszystko za łatwo mu poszło, cała ta akcja i wszechobecne zaufanie były dość… nienaturalne. Przecież człowiek, który ma do załatwienia coś naprawdę ważnego, coś o czym nie każdy może się dowiedzieć nie rozpowiada nowo napotkanym osobom o tym co zamierza zrobić, prawda?

Ale znalazłam też parę rzeczy, które przypadły mi do gustu. Chociażby taneczne wtrącenia, gdzieniegdzie cytaty z „Podstaw tanga argentyńskiego” Rubena Sotero’a, jakieś anegdotki odnoszące się do tańca i do życia. Dodatkowo niektóre dialogi były naprawdę dobre, takie swojskie i typowo polskie. No i trzeba przyznać, że autor wspaniale pokazał polską gościnność i mentalność.

M.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 
 

  • RSS