RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2012

A jednak czasem miewam sny. Historia pewnej samotności

31 sty

A jednak czasem miewam sny: Historia pewnej samotności/ Joanna Wiszniewicz, Wyd.II.

Wołowiec: Wydawnictwo Czarne; 2009. -134, [2] s.

Historia pewnej samotności Joannie Wiszniewicz opowiedziana”. Książka – uderzające głębią i drastyczną nieraz szczerością obserwacji i przeżyć narratora świadectwo – oparta jest na trwającej prawie dwa miesiące rozmowie, którą autorka przeprowadziła w 1992 roku z Aleksem, sześćdziesięciopięcioletnim wówczas ocaleńcem z getta warszawskiego i kilku obozów koncentracyjnych.
Po spisaniu z taśm magnetofonowych (na około dziewięciuset stronach maszynopisu) rozmowa została przez autorkę skrócona i na nowo skomponowana, a następnie przedstawiona do autoryzacji rozmówcy, mieszkającemu od czasów powojennych w Stanach Zjednoczonych. Po wielu dyskusjach Alex skorygował lub potwierdził przedstawione fakty i obserwacje oraz zaakceptował ostateczna wersję tekstu. Z powodów osobistych jednak nie zgodził się na ujawnienie nazwiska.
Tekst udostępniamy prawie w takim kształcie, jak w pierwszym wydaniu z 1996 roku. Autorka wprowadziła tylko drobne poprawki stylistyczne i merytoryczne oraz skróciła tytuł. Jesteśmy przekonani, że mimo dzielących książkę od pierwszego wydania lat, nadal oddziaływać będzie swoją siłą. I że czytelnik z zainteresowaniem odkryje w niej mało znane obszary indywidualnego doświadczenia holocaustowego – oraz doświadczenia lat poprzedzających Holocaust.
Za „A jednak czasem…” Joanna Wiszniewicz otrzymała w 1996 wyróżnienie w konkursie literackim Fundacji Kultury, a w 2004 roku w prestiżowym amerykańskim wydawnictwie Northwestern University Press ukazała się angielskojęzyczna wersja książki.

(tekst zaczerpnięty z serwisu lubimyczytać.pl)

Nie pamiętam dlaczego zapragnęłam przeczytać tą książkę, ale jedno mogę wam powiedzieć – bardzo się cieszę z tego, że ją wypożyczyłam i przeczytałam. Historia Alexa jest wzruszająca i daje całkowicie odmienne światło na to co działo się w trakcie II Wojny Światowej z Żydami – mam tutaj na myśli ich całkowitą eksterminację. Strasznie spodobał mi się sposób, a właściwie styl, w jakim Pani Wiszniewicz spisała wspomnienia głównego bohatera. Co mogę więcej powiedzieć? książka jest naprawdę warta przeczytania. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

I teraz właśnie do mnie doszło, że krytykując książkę jestem w stanie więcej napisać, niż ją zachwalając…

M.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

A miało być tak pięknie, Plotkara początek

27 sty

A miało być tak pięknie: plotkara początek/ Cecily von Ziegesar; przeł. Alicja Marcinkowska.

Warszawa: AMBER, 2008. – 207 s.

Tyt. oryg. The Gossip Girl Prequel It Had To Be You.

Gorący pocałunek z N sprawił, że S była przekonana, że zdobyła jego serce. Ale N nadal spotyka się z B… I w dodatku cała trójka ma spędzić razem ferie! S czuje, że nie zniesie ani chwili w towarzystwie zakochanej pary. Rezygnuje ze wspólnych wakacji. B jest wściekła – szlag trafił jej romantyczne plany! Czy to już definitywny koniec przyjaźni? Wygląda na to, ze wakacje B, S i N spędzą jednak oddzielnie. Będzie się działo! Ale spokojnie, wszystko wam opowiem…

(tekst promocyjny z okładki książki)

I kolejną część Plotkary mam za sobą. Fajnie, a może nie? Sama nie wiem. Tą książkę, jak jej wcześniejszą część czyta się… dość dziwnie. Ale muszę przyznać, że teraz było mi łatwiej, wiedziałem czego się spodziewać. Niekiedy miałam problem z wyobrażeniem sobie ubrań, w które stroiły się Blair, Serena czy chociażby Jenny. Nie jestem dziewczyną gustującą, czy raczej ubierającą się w kreacje Chanel, J. Crew, czy inne drogie i mniej znane marki. jednak trzeba przyznać- Cecily von Ziegesar trafiła z tematem książki, zwykli ludzie lubią poczytać sobie o mieszkańcach Upper East Side, jest to dość… egzotyczne. A czy ja zaliczam się do takich osób? Cóż, chyba każdy od czasu do czasu chce spojrzeć na życie z innej perspektywy.

Jednak jak zawsze (prawie) znajdę coś co mi się ni spodoba. I nie chodzi tutaj o fabułę, bardziej o język… czułam się jakbym była dzieckiem, a moja dobra ciocia Cecily opowiadała mi i tłumaczyła jak trudne życie mają bogaci nowojorczycy.

M.

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Samotnie

26 sty

Samotnie; AEgipt; Księga pierwsza / John Crowley; przeł. Konrad Walewski; przedmową opatrzył Andrzej Sapkowski.

Stawiguda: Solaris 2008, 540 [4] s.

Tyt. oryg. The Solitudes.

 

Pierce Moffett, historyk i wykładowca akademicki, trafia wskutek awarii autokaru do niewielkiego miasteczka gdzieś w stanie Nowy Jork. Tam spotyka swojego byłego studenta i przyjaciela, tam też odkrywa inne, spokojniejsze życie, jakie wiedzie lokalna społeczność. Lecz za fasadą sielanki czai się coś, co Pierce przeczuwał od dzieciństwa – zaskakująca prawda o świecie, w którym żyjemy. (tekst ze skrzydełka)

 

Pozytywne recenzje, krytycy zachwyceni, Sapkowski poleca. A mi się nie podobało. Gubiłam się w akcji, odnosiłam wrażenie, że autor to schizofrenik, bo niektóre wątki w ogóle nie miały powiązania z resztą powieści. To dopiero pierwsza księga, kolejne to Miłość i sen oraz Demonomania. Próbowałam przebrnąć, ale po pięciu stronach jestem już rozkojarzona i znudzona. Dużo bardziej wole proste opowieści, gdzie wszystko jest jasne. Polecam osobom wytrwałym.

K.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Zakon Krańca Świata

25 sty

Zakon Krańca Świata; Tom I / Maja Lidia Kossakowska; il. Maciej Pałka.

Lublin: Fabryka Słów, 2005 – 500 [12] s.

 

„Apokalipsę zapowiadano od wieków. Miał nadejść gniew Boży. Miała wybuchnąć wojna atomowa, zaraza albo zapanować efekt cieplarniany. Mieli przybyć obcy. Wody miały zmienić się w krew, a Anioł Zagłady złamać pieczęć. Każda religia, gazeta i filozofia wieszczyła zagładę na swoją miarę.

Mylili się wszyscy.

Pewnego roku, w noc Jesiennego Przesilenia wydarzyło się to wszystko naraz. Każdy dostał taką Apokalipsę, jakiej się spodziewał.” (tekst z okładki)

 

Chwyciłam po tą książkę, bo panią Kossakowską uwielbiam, zaczynając od serii Upiór Południa, kończąc na przygodach Abaddona. Kobieta ma niesamowitą wyobraźnie, a do tego styl pisania, który łatwo się czyta i cynicznych bohaterów, chwytających za serce. Człowiek czytając pierwsze strony ma wrażenie, że cała historia ułoży się według popularnego schematu rycerz, księżniczka i żyli długo i szczęśliwie. A tu surprise.

I tak było tym razem. Główny bohater, Berg, to zgorzkniały, sarkastyczny i pewny siebie Grabieżca. Wiele przeżył, wiele widział, nie potrzebuje nikogo do szczęścia. A tu nagle pojawia się nieszczęsna Miriam, którą trzeba ratować raz, potem dwa. Berg jest zirytowany, Miriam wiecznie ryczy, aż w końcu wszystko się się sypie, akcja przyspiesza a bohaterowie walczą o przeżycie w każdej sekundzie. Bardzo dobrze mi się czytało, wręcz nie mogłam się oderwać. Z niecierpliwością czekam, aż drugi tom pojawi się w bibliotece. Jeszcze kilka słów odnośnie ilustracji. Jak to w Fabryce, każda ilustracja jest dopracowana, zachwyca stylem i niezwykłością. Jednak rysunki pana Pałka nie bardzo pasowały mi do fabuły. Bardziej przypominały anime, nie odzwierciedlały akcji. Albo po prostu ja miałam inne wyobrażenia, a ilustrator miał inne.

Polecam.

K.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Ukryte

21 sty

Ukryte/ Kimberly Derting; przeł. Hanna Pasierska.

Warszawa: Nasza Księgarnia, Cop. 2011. -316,[4] s.

Tyt. Oryg. The Body Finder

 

Violet musi sobie poradzić z dwoma poważnymi problemami: Jayem, przyjacielem z dzieciństwa, do którego czuje coś więcej, niż powinna, oraz swoim mrocznym, sekretnym darem. Tymczasem seryjny zabójca terroryzuje miasteczko. Giną kolejne dziewczyny. Violet uświadamia sobie, że tylko ona, dzięki swemu niezwykłemu talentowi, może powstrzymać mordercę. Z pomocą przychodzi jej Jay – nie chce, aby dziewczynie cokolwiek się stało. Młodzi zbliżają się do siebie. Także morderca jest coraz bliżej…

(tekst promocyjny z okładki książki)

 

Książka trafiła do mnie, można rzec, przypadkiem. Chwyciłam ją z półki bibliotecznej i zatargałam do domu. Po opisie można się spodziewać lekkiego romansu pomiędzy nastolatkami, rozgrywającego się w scenerii morderstw. Nic podobnego, przynajmniej do pewnego momentu. Romans jest, ale rozwija się dość wolno, lecz gdy do niego dochodzi jest… gorący, czasem nawet męczący dla czytelnika. Co do sprawy morderstw… podobały mnie się wstawki „myśli” mordercy dawały poczucie realnego istnienia zagrożenia oraz niejasne zarysowanie sytuacji w jakiej znajduje się zabójca. Dar Violet został precyzyjnie objaśniony, i co dla mnie najważniejsze, nie wszystkie karty zostały odkryte na samym początku. Chociaż już po przeczytaniu połowy, a może nawet mniejszej ilości książki wiedziałam jaką postać przyjmie kolejne Echo, było to dość oczywiste. Jeżeli chodzi o tożsamość zabójcy jest ona dobrze i precyzyjnie skrywana. Musze się przyznać, że do końca nie byłam pewna wszystkiego na 100% ale pod sam koniec nie poczułam tez takiego… mocnego zaskoczenia. Co mnie denerwowało? Sposób akcentowania niektórych wyrazów, czasem nawet nie rozumiałam dlaczego autorka p o d k r e ś l a te wyrazy, a nie i n n e, to było naprawdę irytujące. Czy coś jeszcze? Nie, chyba nie.

Książkę polecam dla tych osób, które chcą się od stresować i przeczytać coś lekkiego do poduszki. I chociaż fabuła opowiada o morderstwach, to uwierzcie mi, nie czuć w tym nutki grozy (nad czym ubolewam). Dlatego nie polecam osobom szukających czegoś z dreszczykiem, dla takich proponuję Stephena Kinga np. Carrie.

M.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Jak to się zaczęło, plotkara początek.

17 sty

Jak to się zaczęło: plotkara początek/ Cecily von Ziegensar; przeł. Alicja Marcinkowska.

Warszawa: Amber, 2008.-208 s.

Tyt. oryg. The Gossip Girl Prequel. It Had To Be You.

 

Nasza historia zaczyna się od trójki nierozłącznych przyjaciół. B uwielbia zielone oczy N i chce go dla siebie. Zdaje się jednak, że N wolałby robić takie wrażenie na słodkiej S, która przed obojgiem ukrywa pewien sekret… Hm, coś mi mówi, że ta przyjaźń nie jest chyba tak wielka, jak się wydaje. Skąd to wiem? Cóż, po prostu wiem wszystko – i macie szczęście, że nie umiem trzymać języka za zębami. Usiądźcie wygodnie, a ja wam opowiem, jak się zaczęła zwariowana historia…

Dlaczego sięgnęłam po tą pozycję? Z paru powodów. Po pierwsze trudno jest dostać pierwsze części „Plotkary” Cecily (tak, wiem zadziałała tutaj na mnie zasada niedoboru, ale co ja na to poradzę, jestem konsumentką czasem mi się to zdarza). Po drugie jestem fanką serialu Gossip Girl. No i niestety uległam. Co mogę wam o tej książce powiedzieć? Na samym początku musiałam się nieźle przestawić, żeby dotrwać do końca. Autorka pisze w dziwaczny, trochę dziecinny sposób- co jest lekko denerwujące. Oprócz tego denerwowały mnie różnice pomiędzy książką, a serialem, ale wiem, że to nie jest wina Cecily von Zeigensar tylko scenarzystów. Czy coś przypadło mi do gustu? Owszem, wiersze Dana. Była to dla mnie jedyna ciekawa i wnosząca coś nowego, rzecz w książce. Jednak zdaję sobie sprawę, że „Plotkara” nie jest przeznaczona dla mnie, tylko dla nastolatek, dlatego podchodzę do niej z pewną rezerwą.

M.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Pachnidło

16 sty

Pachnidło: historia pewnego mordercy / Patrick Suskind; przeł. Małgorzata Łukasiewicz.
Warszawa: Świat Książki 2006.
Tyt. oryg. Das Parfum. Die Geschichte eines Morders.

Pachnidło: historia pewnego mordercy / Patrick Suskind; przeł. Małgorzata Łukasiewicz.

Warszawa: Świat Książki 2006.

Tyt. oryg. Das Parfum. Die Geschichte eines Morders.

 

XVIII – wieczny Paryż, światowe centrum mody i elegancji, jest miejscem, gdzie żyje bohater tej niezwykłej opowieści – osobliwy karzeł obdarzony niepospolicie wrażliwym zmysłem powonienia. Jan Babtysta Grenouille tworzy eliksiry do produkcji perfum, które są powszechnie uznawane za niedoścignione w swej wyszukanej wytworności. Jednak żadne go nie satysfakcjonują, geniusz zapachów marzy bowiem o wydestylowaniu wonności nad wonnościami z dziewiczego ciała kobiecego. Ta myśl każe mu szukać dziewczyny o idealnym zapachu. Sensacyjna wręcz akcja Pachnidła rozgrywa się na tle sugestywnej panoramy obyczajowej Paryża, pozwalającej wczuć się w atmosferę ówczesnego życia, w jego barwy, smaki i niezwykłe zapachy.” (tekst z okładki)

Chwyciłam tą książkę, ponieważ kiedyś było o niej głośno i wszyscy się zachwycali. I teraz nie wiem czy to ja mam jakiś niepospolity gust, czy może wymagam za wiele, a może się po prostu czepiam. A może też tłum jest głupi. Daleko mi bowiem do zachwytu. Owszem, pomysł ciekawy, oryginalny aczkolwiek ryzykowny, bo pisać o zapachach jest ciężko. Trzeba mistrzowskiego doboru słów by poruszyć wyobraźnię czytelnika do stopnia zapachowego. A tu tego brak. Ba! Nawet bohater, postać ciekawa pod względem psychologicznym, jest odsunięty na boczny plan a autor skupia się na uczuciach i dziejach osób postronnych. Główny wątek umyka wśród informacji o życiu i śmierci osób mających związek z Grenouille. Zakończenie po części było do przewidzenia, jednak pewien element zaskoczyłby mnie, gdyby nie spojler drogich koleżanek M&P. Podobno film lepszy, więc może warto zainwestować w niego czas, bo książki nie polecam.
K.
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Nowy słownik wyrazów bliskoznacznych

14 sty

Nowy słownik wyrazów bliskoznacznych/ Arkadiusz Latusek, Przemysław Pilarski.

Kraków: Zielona Sowa, 2006. -672s. ;24cm.

ISBN 83-7389-684-8

Wydawnictwo Zielona Sowa zostało założone w roku 2002, natomiast od października 2008 roku dołączyło do grupy wydawniczej WSiP SA. Wydawnictwo to zajmuje się głównie książkami dla najmłodszych, młodzieży oraz podręcznikami i wszelkiego rodzaju poradnikami. Dodatkowo urozmaica swoją ofertę słownikami i lekturami. Przykładowe propozycje książek dla najmłodszych to między innymi Baśnie Hansa Christiana Andersena, twórczość beletrystyczna Martine Murray. Natomiast w pozycjach dla dzieci i młodzieży znajdują się z beletrystyki Akademia Pana Kleksa Jana Brzechwy, Bezgrzeszne lata oraz O dwóch takich co ukradli księżyc Kornela Makuszyńskiego, twórczość Juliusza Verne’a. Wyżej wspomniane poradniki to między innymi Trudne tematy dla mamy i taty – czyli jak wychować dziecko na człowieka oraz Zwierzęta. Te, co biegają. Powyższe przykłady pokazują, że Wydawnictwo Zielona Sowa nie specjalizuje się w wydawaniu słowników tylko książek dla dzieci oraz lektur szkolnych. Owe wzbogacenie oferty poprzez słowniki i encyklopedie jest jakby dopełnieniem podręczników szkolnych. Dlatego nie sądzę, by Nowy słownik wyrazów bliskoznacznych był autorytatywny skoro wydawnictwo traktuje słowniki jako dodatek do oferty.

Jeżeli chodzi o twórców słownika to Arkadiusz Latusek pisał, współtworzył takie tytuły jak Ilustrowany słownik ortograficzny dla dzieci, Słownik wyrazów obcych, słownik pisarzy oraz słownik ortograficzny oraz redagował takie pozycje jak Nad Niemnem, Wielki słownik angielsko-polski, polsko-angielski, Praktyczny słownik wyrazów i zwrotów bliskoznacznych i Praktyczny słownik wyrazów obcych. Wszystkie dzieła wydane zostały w Wydawnictwie Zielona Sowa. Dzięki temu stwierdzam, że autor ma doświadczenie oraz potrzebną wiedzę, mogę wierzyć że materiały zamieszczone w słowniku są rzetelnie opracowane i sprawdzone, co później zresztą dokładnie sprawdzę. Natomiast drugi autor, pan Przemysław Pilarski nie opracował tylu tytułów co pan Latusek. Jednak można sądzić, że jest dobrym współautorem, ponieważ Słownik wyrazów bliskoznacznych jest drugim jego słownikiem o takim zakresie.

Słowniki synonimów tworzone są, po to by użytkownicy nie popełniali błędów powtórzeniowych w swoich pracach, wzbogacali słownictwo oraz unikali monotonii stylistycznej. Pozycjami takimi posługują się głównie uczniowie oraz studenci oraz ludzie pragnący wysławiać się prawidłowo, bez powtórzeń.

Słownik zawiera ponad 16 000 haseł oraz 120 000 synonimów. Same hasła ułożone są alfabetycznie, natomiast jeżeli chodzi o synonimy, to w pierwszej kolejności zostały umieszczone synonimy jednowyrazowe, dopiero później frazy. Wyrazy i zwroty bliskoznaczne zostały połączone w grupy według znaczeń hasła, do którego się odnoszą. I tak mamy na przykład słowo hasłowe „oficjalny”, natomiast utworzone grupy to:

(oficjalne upomnienie) urzędowy, formalny, administracyjny; pisemny,

(oficjalny ton) obojętny, konwencjonalny, beznamiętny, bezduszny, służbowy, formalistyczny; przen. chłodny, sztywny.

W Nowym Słowniku Wyrazów Bliskoznacznych hasła nie są specjalistyczne, autorzy zdecydowali się na zakres ogólny. I tak oto w 16 000 haseł możemy odnaleźć słowa takie jak vademecum, głodówka, odwracać się, zamartwiać się.

Makrostruktura słownika pozwala na łatwe i szybkie odnalezienie poszukiwanego słowa hasłowego, dlatego nie potrzebny jest dodatkowy indeks. Jednak gdy przyjrzeć się temu bliżej można odleźć małe utrudnienia. Otóż gdy szukamy słowa „indagowanie” bez problemu je znajdujemy z poniższymi synonimami: pytanie, wypytywanie, dopytywanie się, przepytywanie, rozpytywanie, dowiadywanie się, wywiadywanie się, dochodzenie, śledztwo, przesłuchanie; przen. ciągnięcie za język, zasięganie języka. A gdy wyszukujemy w odwrotną stronę, chcąc odnaleźć słowo „indagowanie”, ale będące synonimem jakiegokolwiek z wyżej wymienionych wyrazów okazuje się to niemożliwe, bo albo autorzy nie zamieścili takich słów hasłowych (np. w słowniku nie odnajdziemy wcześniej wymienionego „śledztwa” oraz „dochodzenia”, „przesłuchania”, „wywiadywania się” czy „przepytywania”) albo też nie zamieszczono w ich mikrostrukturze tego terminu. Nie wydaje mi się, żeby to był celowy zabieg ze strony autorów bardziej niedopatrzenie. Niemniej jednak samo opracowanie słów hasłowych jest dobre, każdy wyraz ma przynajmniej po trzy synonimy.

Niestety w słowniku tym nie ma między innymi takich słów jak „oferta”, „śledztwo”, czy nawet „wilk”. Co prawda wydaje się mało prawdopodobne by jakikolwiek słownik zawierał wszystkie słowa jakie wystąpiły w języku polskim, jednak brak tak podstawowego słownictwa wydaje się zaniedbaniem ze strony autorów.

Słownik ten nie jest najlepszym zbiorem synonimów dostępnym na rynku. Nie trzeba szukać daleko. Wielki Słownik Wyrazów Bliskoznacznych PWN ma opracowanych 80 000 haseł, w tym 35 000 synonimów, 4 500 antonimów, 45 000 hiperonimów i hiponimów, 4 500 holonimów i Geronimów, dodatkowo do słownika załączona została płyta CD-ROM. Wydaje się oczywiste, że pozycja wydana przez PWN będzie lepiej opracowana i bardziej nada się do codziennego użytkowania przez uczniów czy studentów. Trzeba zaznaczyć, że redaktorem słownika PWN jest Mirosław Bańko, który jest językoznawcą i leksykografem pracującym na Uniwersytecie Warszawskim. Dodatkowo w latach 1991-2010 pracował w Wydawnictwie Naukowym PWN jako redaktor naczelny słowników języka polskiego. Zdaje się to być dodatkowym czynnikiem wyróżniającym słownik PWN od słownika Zielonej Sowy.

Mając przed sobą Nowy słownik wyrazów bliskoznacznych muszę z przykrością stwierdzić, że nie jest on idealny. Ma w sobie braki i nie są nimi tylko takie słowa jak: „słownik”, „lesbijka” czy „algebra”. Jednak opracowanie poszczególnych artykułów hasłowych, nawet takich błahych jak: „albo” (lub, czy, bądź, ewentualnie), „z (ze)” (iść z kolegą- w towarzystwie , wyjść z domu- na zewnątrz, iść ze skargą gdzieś- w celu, biegałem z godzinę- około, koło, w przybliżeniu. Jest dość rzetelne i wystarczające dla uczniów szkół gimnazjalnych i ponad gimnazjalnych. Natomiast słownik ten jest, w moim mniemaniu za ubogi dla studentów i osób chcących wzbogacać swoje słownictwo.

Dodatkowo zastanawia mnie brak jakiejkolwiek informacji dotyczącej źródeł, z których Arkadiusz Latusek oraz Przemysław Pilarski korzystali podczas opracowywania Słownika. Wydaje się mało prawdopodobne, by obaj panowie znali 120 000 synonimów odpowiadających 16 000 hasłom. Dlatego uważam, że źródła z których korzystali powinny zostać wyszczególnione z tyłu książki.

Podsumowując, uważam, że słownik ten nie jest, jak to napisałam na samym początku, autorytatywny. I chociaż autorzy na pewno bardzo się starali i ciężko pracowali nad opracowaniem tego słownika, myślę, że nie jest on dostatecznie dobry. Brakuje mu wyrazów, nie wszystkie artykuły hasłowe są jednocześnie zamieszczone jako synonimy, co może zostać odebrane jako zatajanie wiedzy przed użytkownikiem. Słownik sam w sobie nie jest zły, ale jak już wspomniałam wcześniej niekoniecznie nada się dla studentów oraz osób chcących znacząco poszerzyć swoje słownictwo.

M.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Leksykon polskich bohaterów i serii komiksowych

12 sty

Rusek Adam Leksykon polskich bohaterów i serii komiksowych. Warszawa 2007.

Leksykon polskich bohaterów i serii komiksowych opublikowało Wydawnictwo Biblioteki Narodowej. Przygotowuje ono do druku, drukuje, rozpowszechniania i promuje tylko i wyłącznie publikacje Biblioteki Narodowej oraz książki powstające przy jej udziale. Inicjuje i realizuje również własne propozycje edytorskie. Wydawnictwo współpracuje z najlepszymi autorami i grafikami, dba o ciekawą ofertę i coraz wyższy poziom edytorski swej produkcji. Systematycznie systematycznie prezentuje swoje dzieła na znaczących krajowych i zagranicznych targach książki, z powodzeniem uczestniczy w konkursach i pokazach edytorskich.

Adam Rusek jest absolwentem Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się problematyką z zakresu funkcjonowania bibliotek publicznych, zawodu bibliotekarza oraz kultury popularnej a dokładniej dziejami publikacji komiksowych w Polsce. W 2010 r. uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych na podstawie pracy dotyczącej historii komiksów w Polsce, która niedawno została opublikowana również przez wydawnictwo Biblioteki Narodowej . Kolejnym jego dziełem tegoż wydawnictwa jest monografiia „Tarzan, Matołek i inni. Cykliczne historyjki obrazkowe w Polsce w latach 1919-1939.”Adam Rusek nazywany jest historykiem komiksu. Uważany jest za wielkiego znawcę i dlatego jego podpis pod Leksykonem jest wielce znaczący. Można być pewnym, że podejście do sprawy komiksu w tej książce jest zawodowe i profesjonalne.

Leksykon powstał, ponieważ zaobserwowano wzrost zainteresowania komiksem. Fascynacja przejawiała się większą niż dotąd liczbą wydawanych albumów oraz dostrzeżeniem tematyki przez media i badaczy kultury masowej. Dzieje komiksu liczą sobie blisko 150 lat, nadal jednak istnieje niedostatek opracowań, które systematyzowały by wiedzę o gatunku komiksowym. Ta książka ma za zadanie zaspokoić ciekawość każdego miłośnika komiksu, od najmłodszych po najstarszych.

Praca jest poszerzonym leksykonem o charakterze popularnonaukowym. Jej celem jest obszerne przedstawienie wybranych sylwetek bohaterów krajowych opowiastek dla dzieci i dorosłych. Tematem są również komiksowe serie oraz publikowane w prasie ilustrowane opowiadania odcinkowe. Zawiera również informacje o kilku herosach wykreowanych za granica m. in. Myszka Miki lub Tarzan, znanych i rysowanych również przez polskich grafików. Są też hasła dotyczące bohaterów, których przygody publikowano poza granicami kraju, lecz wymyślonych przez Polaków i przeznaczonych do polskiej publiczności np. Bumbo, Jan Polaski, Walenty Pompka.

Dzieło zawiera 143 artykuły hasłowe, które zostały uporządkowane alfabetycznie. Zakres czasowy haseł jest bardzo dokładny. Zaczyna się od daty opublikowania Historii Jedynaczka a kończy na dacie oddania leksykonu do druku. Wymienione w hasłach tytuły serii komiksowych oraz zamkniętych prasowych opowieści obrazkowych wyróżniono kursywa. W informacjach wstępnych zamieszczono dane dotyczące miejsca i daty premiery bohatera/serii w Polsce, imię i nazwisko rysownika oraz scenarzysty a niekiedy również pomysłodawcy. Nie uwzględniono natomiast następców pierwotnych twórców – kontynuatorów serii. Jeśli bohater artykułu hasłowego występował w kilku opowieściach różnego autorstwa, poniżej nazwy zostało podane miejsce, data premiery oraz imiona i nazwiska twórców najwcześniejszej wersji. W wypadku komiksu o zagranicznym pochodzeniu informowano na wstępie o jego polskiej premierze, autorach oraz ewentualnej premierze krajowego naśladownictwa i nazwiskach wykonawców. Jeżeli bohater pochodził z innych mediów np. z filmu, literatury, uwzględniano jego pierwsze pojawienie się w komiksowym charakterze w prasie lub albumach obrazkowych, wymieniając związane z tym debiutem daty, tytuły oraz imiona i nazwiska twórców. Gwiazdki przy imionach lub nazwiskach bohaterów odsyłają do odpowiedniego hasła.

Zgodnie z informacyjnym charakterem leksykonu, na treść artykułów hasłowych składają się z reguły: krótka charakterystyka bohatera oraz zwięźle omówienia utworów, w których występował, lub przedstawianych serii a także okoliczności ich powstania. Nie brakuje przy tym uwag autora, któremu zależało by czytelnik otrzymał nie tylko poszukiwane informacje ale czerpał również satysfakcje z lektury.

Wydawnictwa zwarte są zawsze uzupełniane w datę i miejsce publikacji pierwszego wydania, a często także w nazwę i wysokość nakładu. Odnotowywano również ewentualne kolejne edycje oraz przekłady na języki obce. W końcowej części książki zamieszczono kilka zestawień, które w miarę potrzeby wzbogacają treść niektórych haseł o szczegółowe wykazy publikacji prasowych lub zeszytowych. Znajdująca się na końcu leksykonu bibliografia zawiera wybór artykułów i książek wykorzystanych przy pisaniu haseł. Do tego praca zawiera indeksy ułatwiające odszukanie wybranych postaci w tekście.

Według mnie Leksykon to przykład dobrze wykonanej pracy. Autor ma profesjonalne podejście do tematu, każdy szczegół jest dopracowany. Jest to jedyny tego typu leksykon w Polsce, więc nie mam do czego go porównać, ale wydaje mi się, że niewiele można mu zarzucić. Praca była wzorowana na zagranicznych wydawnictwach o charakterze encyklopedycznym i może dlatego jest taka oryginalna i nowoczesna. Jedyne co mi się nie podobało to format, który jest odrobinę nieporęczny. Jednak jest to tylko niewielkie niedopatrzenie, reszta jest sumiennie dopracowana. Jestem zachwycona i polecam Leksykon wszystkim miłośnikom komiksu.

K.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 

Wędrówki z moim Guru.

11 sty

Wędrówki z moim Guru/  Żukrowski W.

Wydawnictwo MON 1976.

„Nie kupuj tej książki, jeżeli brak Ci poczucia humoru, błysku inteligencji, przekornej dociekliwości, no i pieniędzy, choć te możesz sobie pożyczyć.

Nie kupuj tej książki, jeżeli masz jeszcze robotę, umówione spotkanie, jakieś pilne sprawy do załatwienia, bo gdy zaczniesz ją czytać, zapomnisz o robocie, spóźnisz się na spotkanie, poniechasz mnóstwa zaczętych spraw…

Posłuchaj mnie, zostaw sobie tę książkę na wolny wieczór. Jeśli jednak nie wytrzymasz i już dziś ją otworzysz, zarywając sobie noc, nie miej do mnie żalu, nie klnij, że Ci zabrałem czas. Pamiętaj, ostrzegałem!” (tekst od Autora)

Muszę przyznać, że chwytliwy tekst od autorski. W sumie to właśnie to mnie zainteresowało. Jednak już po pierwszych stronach wiedziałam, że zarwanej nocy nie będzie. Książka to zbiór opowiadań pana Żukrowskiego. Bardzo fajne, niektórych on jest bohaterem, niektóre to historie opowiedziane mu przez innych. Akcja dzieje się w Indiach. W sumie można by określić powieść jako podróżniczą. Autor dużo mówi o kulturze Indii, oraz o pogodzie i ludziach. Zwraca też szczególną uwagę na zjawiska nadprzyrodzone. Wszystko ładnie, pięknie ale porywające to to nie jest. Szału nie ma. Ale jak na lekka „pociągową” lekturę nadaje się znakomicie. Polecam wszystkim fanom podróży i Indii (trzymamy kciuki za słownik polsko – hindu).

K.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Recenzje książkowe.

 
 

  • RSS